wtorek, 23 lipca 2013

Opowiadanie od Mrocznego

  Róża. Dorodny kwiat,  którego płaty zabarwione niegdyś krwią samej Jutrzenki, do dziś błyszczą nieskazitelną czerwienią,  a kolce zaprojektowane przez Hefajstosa w stanie są zranić nawet skórę bogów.
  Krzew winogron. Dający upojenie najgłębszym strapieniom Dionizosa. Który oplatając  swymi silnymi ramionami budynki na szczycie Olimpu zdobył sławę.
  Oraz ostatnimi siłami przez połacie lasu przebijające się kępy jagód,  którymi porzywiwszy się Artemida miała siłę na wiele tygodni.
  Wszystkie te rośliny,  szlachetne niczym rubin, potężne jak szafir i pięknem dorównujące diamentom zakwitały właśnie w ogrodzie Heliestri.
Można by rzec,  że nie potrafię delektować się ich pięknem. Prawda była jednak taka,  iż to wszystko przez pośpiech,  jaki zapanował mną w tej niekoniecznie odpowiadającej mi chwili.  Przymrużyłem oczy w coraz mniejszym spokoju przyglądając się słońcu.  Nasłuchiwałem otoczenia, pragnąc jedynie ograniczenia mojego stresu.
- Heliestrio! - jęknąłem w końcu,  nie mogąc już dłużej wytrzymać.
Królowa przerwała w końcu rozmowę z roślinami patrząc na mnie z wyrzutem.
- Mroczny... do jasnej cholery, czy ty choć raz nie możesz okazać mi należytego szacunku! - krzyknęła pełna irytacji.
Ziemia zadrżała niespokojnie, cały świat zdawał się wstrzymać oddech z przerażenia.
- Błagam Cię!  Przecież ile można bełkotać do kwiatków... - mruknąłem
- Zapomniałeś o czymś?  - zapytała choć było to raczej stwierdzenie.
- Pani - dodałem pospiesznie.
Heliestria widocznie się uspokoiła.
- Dobrze mów szybko czego chcesz i znikaj mi z oczu.
 - Potrzebuje pyłu księżycowego z twojej biblioteki...
- Na litość boską wiesz chyba...
- Po co sama siebie prosisz o litość?
- Mrok! Idź stąd!!! Już! - tym razem głos królowej był tak stanowczy i lodowaty jak usta mrozu.
Czyżbym przesadził. Potężna siła rzuciła mną w czasoprzestrzeń, po sekundzie wylądowałem w mojej jaskini,  pod postacią wilka. Otrzymałem się obolały. Najwidoczniej tak. Odruchowo sprawdziłem czy wszystko leżało na swoim miejscu.
Podłoga zawalona była książkami, a na stole piętrzyły się stosy kartek, listów i zwojów. Co się tyczy listów - nie zdążyłem ich jeszcze przeczytać.  Czy tak trudno jest być bogiem i alpha watahy jednocześnie?  W rogu pomieszczenia spał niczym nie wzruszony Dracon. Do nogi przywiązane miał kolejne pismo za adresowane do mnie. Powoli podreptałem do kuchni. W kominku nadal tlił się ogień.  Mimo tego w pokoju panował nieprzyjemny chłód.  Dorzuciłem do płomieni trochę suchego drewna. Która godzina? Wyszedłem na dwór dość ostentacyjnie szurając łapami po podłożu. Słońce dopiero pojawiało się ponad horyzontem. Około czwartej rano - pomyślałem. Zaraz z patrolu powinni wrócić Seth,  Saruman, Anthrax i Sarahwille. Moje przypuszczenie było słuszne.  Po chwili z lasu wyłoniły się cztery wilcze sylwetki. Puerwsza szła córka Afrodyty - wdzięcznie machając "ogonem". Za nią dreptała reszta.  Wszyscy zdziwili się na mój widok. To prawda od kilku tygodni nie wychodziłem z jaskini zgłębiając tajemnice istnienia. Miałem powody do zmartwień.  Śmierć Hyperiona... odejście Sarumana Czarnego...
- Mroczny?  - zapytała Sarah głosem szczęśliwym, ale pełnym niedowierzania. Zawtórowała jej reszta wilków szczerząca kły w szczerym uśmiechu.
- Tak, to na prawdę ja. - zaśmiałem się
- Tereny i granice czyste, szefie - oznajmił Seth.
- Obudźcie wszystkich,  zbierzcie w na placu głównym - zacząłem - na mój rozkaz.
Miałem im wiele do powiedzenia.
Moi towarzysze obchodzili w kierunku reszty jaskiń mieszkalnych.
- A i jeszcze jedno... Izis ma do mnie przyjść, oczekuję jej przybycia za góra piętnaście minut.
- Dobra szefie - powiedział Saruman.
Poszedłem do siebie do gabinetu i ogarnąłem trochę na biurku.  W kuchni zaparzyłem herbatę i czekałem.

( Izis raczysz dokończyć? :P)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz