Łapy trzęsły się pode mną, a każdy krok sprawiał bul. Udało mi się wydostać z podziemia, ale co teraz? Poznałem prawdę o zamiarach Scarlatta i muszę umrzeć.
Mój oddech zrobił się okropnie ciężki. Z trudem nabierałem powietrza do płuc. Byłem wyczerpany, ale i szczęśliwy. Nareszcie zrozumiałem po co los skierował mnie do watahy cierpienia i zagłady. Znalazłem prawdziwą rodzinę oraz przyjaciół. Spędziłem niezapomniane chwile podczas polowań i odnalazłem wewnętrzny spokój.
Uśmiechnąłem się w duchu.
-Poradzą sobie beze mnie...
Położyłem się w korzeniach ogromnego drzewa. Czułem oddech śmierci. Była bardzo blisko. Spojrzałem ostatni raz na zachodzące słońce. Będzie mi go bardzo brakowało.
-Żegnaj...
Z lasu wychynęły driady. Dostrzegłem w śród nich Dar. Czułem się zaszczycony, iż przyszły się ze mną pożegnać przed największą wędrówką. Stały nieruchomo wlepiając we mnie swoje zielone oczy. Dzięki nim nie doskwierała mi samotność.
Pomyślałem o Izis. Czy będzie za mną tęsknić? Przynajmniej nie musi się już martwić, iż wyjawię komuś jej tajemnice. Dotrzymałem danego słowa i mogę odejść z honorem.
Słońce zaszło już zupełnie, a gwiazdy świeciły jeszcze jaśniej niż zazwyczaj. Może mi się to tylko zdawało, ale słyszałem cichą smutną pieśń umarłych. Miała delikatne tony i przejmujące słowa. Mówiła o pozostawionym świecie, o nieodkupionych zbrodniach i wiecznej tułaczce. Nagle uświadomiłem sobie, że nie chcę umierać. Serce przyśpieszyło mi w ostatnim akcie rozpaczy. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, a czyjś żelazny uścisk złapał mnie za gardło. W tedy zginąłem. Jednak to nie był koniec. Jakaś jasna postać zbliżyła się do mnie i pogłaskała po głowie. Była to bogini, jednak jej nie rozpoznałem. Uśmiechnęła się ciepło.
-Nie mam takiej mocy by móc przywrócić ci życie, ale ponieważ umierasz z czyjejś winy pozwolę zostać ci duchem. Będziesz strzegł terenu watahy jako widmo samego siebie. Jest to ciężki żywot, ale wystarczy tylko jedno twoje słowo i będziesz mógł tu pozostać.
Skinąłem głową.
-Nie mogę ich zostawić...
Postać uśmiechnęła się.
-Cieszę się że mogłam pomóc.
Przyłożyła swoją dłoń do mojego czoła. Blask rozjaśnił ciemność, a ja poczułem przyjemny wiatr na twarzy. Stałem się duchem...
Do wszystkich! Hyp nie odchodzi bo chce, odchodzi bo musi, a my przyjmiemy go z chęcią z powrotem!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz