Co
ja mam teraz zrobić? Oni oczekują z pewnością, że posiadam jakąś
super tajną moc której zaraz użyję by rozgromić przeciwnika. Też
tak bym chciała. Wpaść na scenę i zakończyć całą tą aferę
jednym warknięciem. Ale prawda jest zupełnie inna. Nie mam
zielonego pojęcia co robić! Och gdyby był tu chociaż Hyp, albo...
Shide...
Powstrzymałam się od wybuchnięcia płaczem.
-Izis...?
Wszyscy patrzyli na mnie wyczekująco.
-Nic, nic... ja tylko... gdzie Lech?
Nikt mi nie odpowiedział. Lekki powiew wiatru rozmiótł zeschnięte liście.
-Dobra mniejsza z tym... idziemy...
Odwróciłam się do nich tyłem i zaczęłam biec przed siebie. W duchu błagałam by nie mogli mnie dogonić, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Po sekundzie pędziliśmy już ramie w ramie. Moje mięśnie pracowały z podwójną siłą, łapy uderzały lekko o ziemię, a w głowie tłukły się nieuporządkowane myśli. Wiedziałam dobrze, że zaraz będę musiała walczyć na śmierć i życie. Obróciłam głowę w bok. Laira niemal dotrzymywała mi tępa.
„Przyda się dodatkowa pomoc.” pomyślałam i znów skierowałam wzrok przed siebie. Coś poruszyło się na jednej ze skalnych półek. Grymas wykrzywił mój pysk.
-To oni! Przygotujcie się na...- nie dokończyłam zdania bo dosłownie przede mną zmaterializował się jakiś wilk. Jego oczy zamigotały, a ja rozbiłam się o niewidzialną barierę. Chwilę później byłam już kilka stup dalej. Reszta moich towarzyszy nagle skamieniała, a ja dobrze wiedziałam kto zaraz złoży mi wizytę.
-Sądziłem, że twoja kompania będzie większym wyzwaniem. No cóż myliłem się. Ale to chyba dobrze, że sprawy objęły taki, a nie inny obrót?
Wolwgan uśmiechał się drwiąco. Jego czarne jak smoła oczy przyglądały się mi uważnie tak jak by się czegoś bał. Tuż przy nim stała Iyo. Wilczyca była widocznie w dobrym nastroju. No jasne wszystko szło po jej myśli.
-Och, Izis, Izis! No spójrz na siebie! Jak ty wyglądasz?!
Przyznaje szczerze, iż nie przypominałam wtedy, żadnego żyjącego wilka. Moje furo pokryte było grubą warstwą lepkiego błota, a z długiej rany na policzku sączyła się krew. Do tego jeszcze mięśnie odmawiały posłuszeństwa.
-Nie przejmuj się kochanie! Do wesela się zagoi!
-Chyba raczej do twojego pogrzebu...- wycedziłam przez zęby.
-Mi się nigdzie moja droga nie śpieszy. Nie tak jak tobie! A tak przy okazji. Jak tam z naszą umową?
Zatkało mnie. Czułam każde uderzenie serca.
-Gdzie on jest?
-A czy zrobiłaś już to o co cię prosiłam?
Rzuciłam się na Iyo. Czar Wolwgana na nie miał nade mną władzy. Przygwoździłam czarną wilczycę to ziemi.
-Gdzie on jest!
-Drogie panie nie należy się kłócić o byle co. Dziś mamy tak wspaniały dzionek, ptaki śpiewają...
-...a banda półgłówków zakłóca porządek. Tak w ogóle po co cie tu przywiało?
Syn Mrocznego spojrzał na mnie z poirytowaniem.
-Zemsta najlepiej smakuje z domieszką krwi oraz śmierci. Tak Izis zrozumiałaś dobrze. Chcę zabić ciebie i twoich towarzyszy. Tatulka zostawię sobie na wielki finał!
„On zwariował...!”
Moje oczy zapaliły się na zielono. Czułam przypływ nowej energii. Już byłam pewna co muszę zrobić.
Skoczyłam na Wolwgana. Po sekundzie leżał już nieprzytomny na ziemi. Wciąż oddychał bo nie miałam sumienia go zabić. Jednak to wystarczyło aby odczynić urok. Wszyscy moi towarzysze rzucili się na wroga z zabójczym wyciem. Dostrzegłam jak Lily walczy z ogromnym szarym wilkiem. Moja przyjaciółka unikała z niezwykłą gracją kamiennych pocisków, atakując jednocześnie swoim super spojrzeniem. Ziemia zadrżała. To Rasko ścierał się właśnie z Flame. Thorin, Teba oraz Seneru kontra Nikita i Shaun. Wokół mnie wirowały płomienie, wysyłane niezdarnie przez jakiegoś wilka. Spojrzałam na Scarlatta jego czerwone oczy płonęły wściekłością.
-Choć i walcz zapchlony kundlu!- wiedziałam, że muszę to teraz zakończyć.
-Nie dziś Izis, nie dziś...
Zza jego pleców wyszła wilczyca o kryształowej sierści.
-Jesteś zwykłym tchórzem!
-Wątpię. A teraz niech panie wybaczą ale ja mam jeszcze jedną sprawię do załatwienia.
-Nigdzie stąd nie pójdziesz!
-Megan twoja kolej.
Wilczyca zaczęła się do mnie zbliżać. Powoli powłócząc nogami, a ja jak na złość nie mogłam się ruszyć.
-Nie bój się... to nie jest jeszcze twoje ostatnie słowo...
-O czym ty...?
W przedniej łapie wilczycy pojawiło się jakieś małe światełko.
-Będziesz teraz jednym z nas... Pradawną...
-NIE!
Przyłożyła mi światełko do czoła szepcząc coś w nieznanym mi języku. Furia znikła, a mi coraz trudniej było nabrać oddech. Przed oczami pojawiły się czarne plamki po czym upadłam. Ostatnią, rzeczą jaką dostrzegłam była sylwetka Mrocznego która mignęła gdzieś w oddali...
Powstrzymałam się od wybuchnięcia płaczem.
-Izis...?
Wszyscy patrzyli na mnie wyczekująco.
-Nic, nic... ja tylko... gdzie Lech?
Nikt mi nie odpowiedział. Lekki powiew wiatru rozmiótł zeschnięte liście.
-Dobra mniejsza z tym... idziemy...
Odwróciłam się do nich tyłem i zaczęłam biec przed siebie. W duchu błagałam by nie mogli mnie dogonić, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Po sekundzie pędziliśmy już ramie w ramie. Moje mięśnie pracowały z podwójną siłą, łapy uderzały lekko o ziemię, a w głowie tłukły się nieuporządkowane myśli. Wiedziałam dobrze, że zaraz będę musiała walczyć na śmierć i życie. Obróciłam głowę w bok. Laira niemal dotrzymywała mi tępa.
„Przyda się dodatkowa pomoc.” pomyślałam i znów skierowałam wzrok przed siebie. Coś poruszyło się na jednej ze skalnych półek. Grymas wykrzywił mój pysk.
-To oni! Przygotujcie się na...- nie dokończyłam zdania bo dosłownie przede mną zmaterializował się jakiś wilk. Jego oczy zamigotały, a ja rozbiłam się o niewidzialną barierę. Chwilę później byłam już kilka stup dalej. Reszta moich towarzyszy nagle skamieniała, a ja dobrze wiedziałam kto zaraz złoży mi wizytę.
-Sądziłem, że twoja kompania będzie większym wyzwaniem. No cóż myliłem się. Ale to chyba dobrze, że sprawy objęły taki, a nie inny obrót?
Wolwgan uśmiechał się drwiąco. Jego czarne jak smoła oczy przyglądały się mi uważnie tak jak by się czegoś bał. Tuż przy nim stała Iyo. Wilczyca była widocznie w dobrym nastroju. No jasne wszystko szło po jej myśli.
-Och, Izis, Izis! No spójrz na siebie! Jak ty wyglądasz?!
Przyznaje szczerze, iż nie przypominałam wtedy, żadnego żyjącego wilka. Moje furo pokryte było grubą warstwą lepkiego błota, a z długiej rany na policzku sączyła się krew. Do tego jeszcze mięśnie odmawiały posłuszeństwa.
-Nie przejmuj się kochanie! Do wesela się zagoi!
-Chyba raczej do twojego pogrzebu...- wycedziłam przez zęby.
-Mi się nigdzie moja droga nie śpieszy. Nie tak jak tobie! A tak przy okazji. Jak tam z naszą umową?
Zatkało mnie. Czułam każde uderzenie serca.
-Gdzie on jest?
-A czy zrobiłaś już to o co cię prosiłam?
Rzuciłam się na Iyo. Czar Wolwgana na nie miał nade mną władzy. Przygwoździłam czarną wilczycę to ziemi.
-Gdzie on jest!
-Drogie panie nie należy się kłócić o byle co. Dziś mamy tak wspaniały dzionek, ptaki śpiewają...
-...a banda półgłówków zakłóca porządek. Tak w ogóle po co cie tu przywiało?
Syn Mrocznego spojrzał na mnie z poirytowaniem.
-Zemsta najlepiej smakuje z domieszką krwi oraz śmierci. Tak Izis zrozumiałaś dobrze. Chcę zabić ciebie i twoich towarzyszy. Tatulka zostawię sobie na wielki finał!
„On zwariował...!”
Moje oczy zapaliły się na zielono. Czułam przypływ nowej energii. Już byłam pewna co muszę zrobić.
Skoczyłam na Wolwgana. Po sekundzie leżał już nieprzytomny na ziemi. Wciąż oddychał bo nie miałam sumienia go zabić. Jednak to wystarczyło aby odczynić urok. Wszyscy moi towarzysze rzucili się na wroga z zabójczym wyciem. Dostrzegłam jak Lily walczy z ogromnym szarym wilkiem. Moja przyjaciółka unikała z niezwykłą gracją kamiennych pocisków, atakując jednocześnie swoim super spojrzeniem. Ziemia zadrżała. To Rasko ścierał się właśnie z Flame. Thorin, Teba oraz Seneru kontra Nikita i Shaun. Wokół mnie wirowały płomienie, wysyłane niezdarnie przez jakiegoś wilka. Spojrzałam na Scarlatta jego czerwone oczy płonęły wściekłością.
-Choć i walcz zapchlony kundlu!- wiedziałam, że muszę to teraz zakończyć.
-Nie dziś Izis, nie dziś...
Zza jego pleców wyszła wilczyca o kryształowej sierści.
-Jesteś zwykłym tchórzem!
-Wątpię. A teraz niech panie wybaczą ale ja mam jeszcze jedną sprawię do załatwienia.
-Nigdzie stąd nie pójdziesz!
-Megan twoja kolej.
Wilczyca zaczęła się do mnie zbliżać. Powoli powłócząc nogami, a ja jak na złość nie mogłam się ruszyć.
-Nie bój się... to nie jest jeszcze twoje ostatnie słowo...
-O czym ty...?
W przedniej łapie wilczycy pojawiło się jakieś małe światełko.
-Będziesz teraz jednym z nas... Pradawną...
-NIE!
Przyłożyła mi światełko do czoła szepcząc coś w nieznanym mi języku. Furia znikła, a mi coraz trudniej było nabrać oddech. Przed oczami pojawiły się czarne plamki po czym upadłam. Ostatnią, rzeczą jaką dostrzegłam była sylwetka Mrocznego która mignęła gdzieś w oddali...
-Ciąg
dalszy nastąpi-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz