- Mrok… powiedz…
cokolwiek – szepnęła błagalnie Leah siedząc obok mnie. Nie odzywałem się.
Zapadłem się w głębie i nie chciałem z niej wydostać, już nigdy. Zrozpaczony
nie marzyłem o niczym tak bardzo jak o własnej zagładzie. Spuściłem łeb nie
chcąc patrzeć na moja przyjaciółkę.
- Mroooooczny –
przeciągnęła moje imie ruda wilczyca. Czułem na sobie jej przebiegłe
spojrzenie. Mimo tego nadal siedziałem nieporuszony. Wpatrywałem się w jeden
punkt na ciemno-różowym niebie. Białe chmury zataczały się po sklepieniu. W
końcu poirytowana uszczypnęła mnie w ucho, tak jak czyniła to zawsze by mnie
pocieszyć, gdy byliśmy jeszcze dziećmi.
Uśmiechnąłem się blado i
spojrzałem na nią. Jej duże, błękitne oczy iskrzyły emocjami, a futro –
idealnie czyste, połyskiwało w delikatnym świetle wschodzącego słońca.
Wygięła się w łuku i
oddychała szybko, gotowa do zabawy. Jej ogon szybko wędrował – to na prawo, to
na lewo, jakby chciał mnie zachęcić do dalszego życia. Ja niestety nie czułem
się na siłach, by zapomnieć… nie mogłem.
- Powied, powiedz,
powiedz, powiedz POOOOOOOOOOOOWIEDZ! –wykrzyknęła każde słowo inaczej
akcentując, przy czym wymawiając je tak szybko, że gdyby nie „wydłużenie”
ostatniego, niebyłym do końca pewny jak ono brzmiało w rzeczywistości.
- Leah – mruknąłem niepewnie
- No nareszcie! Dziękuję,
że zaszczyciłeś mnie swoją obecnością! – zaśmiała się ironicznie
Rozluźniłem się widząc
jej beztroskość i wesołość. Wbrew mnie w konciku moich ust pojawił się
delikatny uśmiech. Poczułem się przez moment tak lekko… to starczyło, abym się
do niej przyłączył. Skoczyłem na nią. Odepchnęła mnie łapami. Szczypaliśmy,
popychaliśmy się i tarzaliśmy po ziemi nie przestając chichotać jak opętani.
Czułem się jak dziecko… niewinne, wolne i beztroskie. Zadyszany poddałem się.
Leah stała teraz nade mną, trzymając swoje przednie łapy na klatce mojej klatce
piersiowej.
- Wygrałam! – wykrzyknęła
tryumfalnie
Śmiałem się jeszcze przez
chwilę i śmiałbym się długo gdyby nie czyjś głos pełen bólu i zawodu.
- No, no, no… kogo my tu
mamy…?
Le od razu zemnie
zeskoczyła i stanęła dęba patrząc wrogo na nowo przybyłą postać. Ja również
podniosłem się gwałtownie posyłając jej groźne spojrzenie. Czarny wilk omiótł
nas aroganckim spojrzeniem.
- Ty… - syknęła przez
zaciśnięte zęby moja przyjaciółka
- Ach Leah… mogłem się
domyślić, że taka szmata
- NIE NAZYWAJ JEJ TAK! –
ryknąłem. Osłoniłem ją własnym ciałem przed czujnym wzrokiem Scarlatta.
- I że ty jeszcze masz
odwagę się tu pojawiać – zaśmiała się szyderczo moja kompanka
W tej chwili z lasu
wyłoniło się 14 innych wilków, które warcząc i kłapiąc zębami ustawiły się w
szyku za swoim przywódcą.
- Jesteś taki naiwny…
myślisz, że taka grupa może mnie choć rozśmieszyć – wycedziłem
Tym razem to on się
zaśmiał
- Szukałem długo… bardzo
długo i w końcu znalazłem ją
Z szeregu wystąpiła
wysoka wilczyca o kasztanowej sierści. Miała grube, puszyste futro i
kryształowe oczy, z nad których wystawały piękne, głęboko czarne rzęsy.
Puszystym ogonem machała niespokojnie. Omijała mnie wzrokiem, jakby czegoś się
bała. Nie chciała tu być, została zmuszona… lub przekupiona. W jej aurze nie
było nic wyjątkowego, ani niesłychana potęga ani przynajmniej jakaś władza.
Milczałem zażenowany jego
głupotą
- I co w „niej” takiego
wyjątkowego, hę? – zapytała Le
- To, że ma dość wyjątkowy
dar…
- Le – szepnąłem do niej,
zrozumiała od razu. Przed nami wybuchł wielki mór z ognia. Płomienie oplotły
nas, przemieszczając się coraz dalej w kierunku wrogów.
-Teraz… - dodałem i oboje
skoczyliśmy ze skalnej półki prosto do wody. Nie było to przyjemne uczucie, a
zwłaszcza dla wilczycy płynącej obok mnie, która bądź co bądź była zwolenniczką
ognia. Dzielnie jednak brnęła do przodu, w kierunku upragnionego lądu. Mogłem
ich pokonać… bez problemu, ale nie byłbym wstanie zabić Scarlatta… nie potrafiłem…
mimo tego jak bardzo go nienawidziłem, był moim synem…jedynym jaki mi pozostał.
Do morskiej wody spłynęła łza, chlupocząc jak moje serce. W końcu wyskoczyłem z wodnej otchłani i otrzepałem się
energicznie. Na szczycie klifu, z którego zeskoczyliśmy widniały jeszcze
płomienie pozostawione przezmoją przyjaciółkę. Odwróciłem wzrok w kierunku mglistego lasu, który rozpościerał się właśnie obok. Aby okrążyć wodę i wrócić na nasz teren musieliśy przez niego przejść, lub znów płynąć... Wiedziałem którą opcję wybrałaby Leah.
- Idziemy? - mruknęła z niesamowity błyskiem w oku patrząc na płomienie, gaszone przez sojuszników mojego dziecka.
- A mamy inne wyjście? - zapytałem nieco ironicznie
Uśmiechnęła się delikatnie i ruszyła przodem, najwidoczniej zbyt pewna siebie. Mechanicznym krokiem ruszyłem za nią niespokojnie machając ogonem. Nie lubiałem tego miejsca, właśnie TU zginęła Rose. mimo tego przechodziłem tędy niewzruszony moimi wspomnieniami. Niespodziewanie Leah drgnęła i stanęła nieporuszona tym, że zezdziwienia na nią wpadłem. Również znieruchomiałem nasłuchując uważnie. Usłyszałem delikatne szmeranie. Już miałem ostrzec Le, ale było za późno. Moja przyjaciółka już leżała przygnieciona do ziem, a po ułamku sekundy i ja zostałem przewrócony. Łapa przeciwniczki przylgnęła do mojego gardła. Ne wiedziałem co dzieje się z moją towrzyszką, w tej chwili skupiłem się na rysach blond wilczycy wpatrzonej we mnie ozięble.
- Wy...wy chyba nie wiecie z kim zadarłyście! - wykrztusiła Leah wściekle gdzieś po mojej lewej.
Złota wilczyca,miała delikatną twarz i lśniące futro. Pod błękitno-szarymi oczami lśniły dwie plamiki, a grzywa opadała na jej pysk niedbale. W tej chwili napięta i gotowa do ataku, uśmiechała się delikatnie.
Tylnymi łapami kopnąłem ją w brzuch i tym razem ja przycisnąłem ją do gleby. Blokując przy tym łapy. Le korzystając z rozproszenia swojej przeciwniczki wyślizgnęła się z pod niej i celnie kłapiąc zębami wbiła niczym kleszcz w ciało brązowo białej, uskrzydlonej wilczycy, o nad zwyczaj spokojnym wyrazie twarzy. Ta zaczęła się miotać i przeturlała się po ziemi "odczepiając" od siebie moją przyjaciółkę. Zza drzew wyłoniłasiękolejna wilczyca, o wyjątkowej tęczowej aurze i przenikliwym złotym spojrzeniu.
- Dziewczęta spokojnie - powiedziała delikatnym głosem, po czym zmierzyła mnie wzrokiem.
Wypuściłem niebieskooką dziewczynę z pod stalowego uścisku i odwzajemniając jej śmiałe spojrzenie.
- Mroczny - zacząłem spokojnym tonem - a ta urocza wilczyca to Leach...
- Flame... miło mi - odpowiedziała bacznie mi się przyglądając - a to Amnesia i Sky
- Miło mi - mruknęła pod nosem Le
- Nam również - wymamrotała Sky, obdarowując ją surowym spojrzeniem.
- Weszliście na nasz teren - warknęła Amnesia
- Przez przybadek - odpowiedziała agresywnie Lea
Wyglądały jakby miały zaraz skoczyć sobie do gardeł.
- Więc my sobie przejdziemy, aczkolwiek miło was pozać -oznajmiłem dyplomatycznie i uśmiechnąłem się do Flame
- Tak łatwo to... - zaczęła Sky
- ciąg dalszy nastąpi -
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz