niedziela, 10 marca 2013

Opowiadanie od Tuski (wspomnienia)



Chociaż jesteśmy kowalami własnego losu nie zawsze bywa on tak łaskawy jak byśmy chcieli. Nim Mroczny przyjął mnie do swej watahy moje życie było usłane różami, lecz kolczastymi. Wszystko to pamiętam do dziś, już od chwili mych narodzin. Od urodzenia żyłam z mą najukochańszą matką… Była to przepiękna biała wilczyca o błękitnych oczach i najmiękkciejszej sierści, w jaką się wtulałam. Mieszkałyśmy w jaskini na lekkim wzniesieniu nieopodal skromnego lasku. Zima była tam najdłużej odwiedzającą porą roku, lecz ja nie czułam zimna gdyż mama zawszę mnie grzała. Jednak pewna rzecz nie dawała mi spokoju. Każdego dnia moja matka wpatrywała się w wejście do jaskini jakby na kogoś czekała, lecz nikt się nie pojawiał. Gdy zapytałam się ją, czemu tak się przygląda wejściu odpowiedziała:
-Wiesz moja maleńka Tsuki, jeżeli będziesz miała kogoś, kogo pokochasz najmocniej będziesz w stanie czekać wieczność aż ta osoba wróci-matka spojrzała na mnie rozmarzonymi oczami.
-Ale, co jeżeli ta osoba się nie pojawi nigdy i będziesz czekać na marne z fałszywą nadzieją?- spytałam z posmutniałą miną.
-Nadzieja to coś, w co wierzymy. Nie ma czegoś takiego jak fałszywa nadzieja, jest tylko zwątpienie w nią, ale nie oznacza to, że mamy ją porzucić- odpowiedziała wilczyca z uśmiechem do córki- Poza tym nie była bym Nadzieją gdybym w nią nie wierzyła. Rodzice nazwali mnie Nozomu co oznacz Nadzieja gdyż wierzyli, że będę najważniejszą podporą watahy.
-Watahy? A co to takiego? Nigdy nie wspominałaś o moich dziadkach ani o moim ojcu? Właściwie to miałam już dawno zapytać. Kim oni są i dlaczego nie jesteśmy razem z nimi? Czy coś im się stało?- spytałam po zaczerpnięciu odwagi na nurtujące mnie pytania.
Mama nagle posmutniała, ale nie próbowała po sobie tego poznać.
-Tak, masz już pół roku, więc wydaje mi się, że jesteś już wystarczająco duża by znać całą historię naszej miłości i cierpienia wynikającego z pewnych przeciwności.
Zaczęło się to, gdy miałam zaledwie rok. Byłam córką przywódcy watahy wraz z mymi siostrami, …czyli Wiarą i … czyli Miłością. Udawałam się na moje pierwsze samodzielne łowy na zwierzynę. Przyczaiłam się na zająca, lecz gdy go zaatakowałam zderzyłam się z drugim wilkiem. Był mniej więcej w moim wieku, miał czarną sierść i żółto-złote oczy. Po chwili dowiedziałam się, że ma na imię Ogami i był niezadowolony, że mu przerwałam łowy. Po sprzeczce z nudów postanowiliśmy się trochę pobawić, bo i tak nie mieliśmy zbyt wielkiego wyboru. Pomimo wcześniejszej kłótni świetnie się bawiłam i on najwyraźniej też. Jednak dzień się kończył i musieliśmy wracać, ale pojęcie czasu wyleciało nam z głowy. Podczas zabawy mój ojciec nagle z nikąd złapał mnie za kark i podniósł, tak samo jak w tym samym czasie nieznany mi wilk podniósł Ogamiego. Oboje szybko byliśmy prowadzeni w przeciwnych kierunkach. Gdy spytałam tatę, dlaczego idziemy w przeciwnym kierunku odpowiedział, że był to wilk z wrogiego stada i niewolno mi się do niego zbliżać. Była zszokowana i smutna, że nie będę mogła widywać się z Ogamim, ale ojciec był zbyt stanowczy by mu się sprzeciwić. I tak minęło półtora roku, a ja zdążyłam o wszystkim zapomnieć.
Ze względu na to, że skończyłam już 2,5 roku, ojciec zaczął już myśleć o moim przyszłym zamążpójściu, lecz ja nie miałam ochoty być z kimś, kogo bym nie pokochała. Zamiast tego wolałam spacerować po lesie w czasie pełni. Pewnego wieczoru, gdy wypoczywałam nad jeziorem, po jego drugiej stronie ujrzałam czarnego wilka. Byłam ciekawa kto to, więc powoli podchodziłam naokoło jeziora zbliżając się do niego. Gdy znalazłam się niedaleko wilka, spojrzałam na niego i ujrzałam Ogamiego, o którym prawie zupełnie zapomniałam. Niestety przypomniałam sobie zakaz ojca i właśnie miałam się wycofać, gdy dawny przyjaciel dostrzegł mnie. Przez chwile nasze oczy spoglądały na siebie, a po chwili rozpoczęliśmy rozmowę. Obydwoje byliśmy zaskoczeni widząc siebie, ale po chwili obydwoje byliśmy szczęśliwi, że się spotkaliśmy skoro tak szybko nas rozdzielno. Sama nie wiem jak to się stało i nie chcę ci rozpowiadać aż tak tej historii, więc powiem po prostu, że nim się obejrzałam zaczęliśmy się często widywać i spędzać ze sobą dużo czasu. I tak minęło pół roku, lecz mi zdawało jakbyśmy się znali bez przerwy od urodzenia. Nasza przyjaźń w pewnym czasie zamieniła się w miłość i byłam bardzo szczęśliwa. Niestety pewnego dnia ojciec oświadczył, że nareszcie znalazł odpowiednie kandydata na mojego partnera. Do dziś żałuję jednak, że pod wpływem emocji powiedziałam mu wtedy, że kocham Ogamiego. Ojciec słysząc to wpadł w szał i prawie by mnie uderzył, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. Całkowicie zabronił mi się z nim spotykać i nakazałbym była z tym, którego on wybierze, ale ja nie dałam za wygraną i natychmiast pobiegłam jak najszybciej się dało do Ogamiego. Musiałam zgubić wilki, które mnie goniły, ale udało mi się do niego dobiec. Gdy tylko Ogami spytał, co się stało, wyjaśniłam mu wszystko. Prawie bez chwili namysłu zaproponował ucieczkę z daleka watah, tak by nikt nas nie znalazł. Uciekliśmy nocą, gdy księżyc w pełni oświetlał nam drogę. Po kilku dniach ciągłej drogi dotarliśmy do skraju naszej krainy i początku drugiej, w której nie zamieszkiwało zbyt wielu. Tu mogliśmy mieć upragniony spokój i tak było przez kolejne pół roku, lecz wszystko co dobre kiedyś się kończy. Zaufany przyjaciel poinformował nas, że wataha Ogamiego zbliża się do nas by zabić go za zdradę i przy okazji mnie za to, że go omamiłam. To była dla nas tragedia tym bardziej, że niedługo ty miałaś przyjść na świat. Nie miałam siły uciekać, a wilki były coraz bliżej. Wtedy Ogami spoważniał i powiedział, że to jego przede wszystkim szukają, więc dociągnie je ode mnie by nic nie stało się mi i dziecku. Nie mogłam się na to zgodzić, lecz on był zbyt uparty. Wychodząc powiedział, że na pewno tu wróci i przyrzekł, że już nigdy nie będziemy musieli uciekać, a do tego czasu mam zająć się naszą Tsukiberi sama. Niestety mijały dni i tygodnie, a on nie pojawił się już nigdy. Chciałam go poszukać, ale było już zbyt mało czasu do porodu i nie miałam sił. Potem urodziłaś się ty i nie mogłam cię tak zostawić. Nie wybaczyłabym tego sobie, jako matka i on też by mi tego nie wybaczył. I tak zostało do dziś moja droga.
Przez pewien moment musiałam się otrząsnąć po tym, co usłyszałam, ale po chwili wróciłam do rzeczywistości.- A więc to tatę wypatrujesz codziennie, czy czasem nie powróci? Ale zaraz, nazwał mnie Tsukiberi?- spytałam zdziwiona.
-Tak- uśmiechnęła się mama- To twoje całe imię. Ojciec chciałbyś nazywała się Tsuki, czyli Księżyc, a ja Beri, czyli Jagoda. Żadne z nas nie chciało ustąpić i wyszła Księżycowa Jagoda, ale póki byłaś mała chciałam do ciebie mówić krócej, a dopiero później podać ci całe imię. A skoro już wspomniałyśmy o jedzeniu to czas coś upolować. Poczekaj tu chwilę, a ja wrócę za moment.
Tak więc położyłam się, a mama opuściła jaskinię. Byłam bardzo senna i miałam już zamknąć oczy, gdy nagle przeszył mnie dziwny dreszcz. Spojrzałam dookoła siebie, lecz nikogo nie widziałam. Po chwili jednak zwróciłam wzrok w stronę wejścia i zobaczyłam niewyraźnie wilka. Pomyślałam, że to tata wreszcie wrócił do nas pomimo minionego czasu. Już się cieszyłam i pobiegłam w jego stronę, lecz po chwili nie miałam dobrego przeczucia, gdy zobaczyłam przybysza z bliska…
Ciąg Dalszy Nastąpi…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz