poniedziałek, 11 marca 2013

Opowiadanie od Mrocznego


- Tak łatwo to nie… - zaczęła Sky i pewnie by skończyła gdyby nie głośne wycie z południa. Głos ten rozpoznałem od razu, a unosił się tak delikatnie, lecz stanowczo, iż od razu rozpoznałem, że Izis wyje na alarm. Wszystko działo się tak szybko. Leach otwierając szeroko oczy, przesłała mi przelotne spojrzenie i gwałtownie wystartowała do przodu, wymijając blokującą ją Amnesie, zrobiłem to samo i pędząc niczym wiatr dogoniłem Le po paru zwinnych skokach, po czym wyprzedziłem ją z niesamowitą prędkością pracując łapami. Każdy mięsień pracował teraz z całych sił, a do mnie powoli docierało skąd wycie na alarm… Scarllatto… Wyobrażając sobie jego bandę krzywdzącą moją rodzinę przyspieszyłem, gnając tempem boga i nie dając Leach szans na dogonienie mnie. Drzewa rozmazywały mi się przed oczami, mimo tego sprytnie wymijałem każdy konar i gałąź. Po chwili wpadłem na teren watahy wyglądając moich przyjaciół. Zobaczyłem jedynie cień wilka na szczycie Dum-dum, góry przeznaczenia… Wybiłem się i dosłownie jednym skokiem dotarłem na miejsce bitwy. Było nas 23, ich piętnastu mimo tego widziałem, że przegrywamy. Jeszcze jeden skok i przeleciałem nad Izis, wbijając kły w jej oprawce, kryształową wilczyce i odrywając jej głowie od reszty ciała, gruchocząc kości i miażdżąc mięśnie wyrzuciłem ją do góry. Krew wytrysnęła, jak woda gejzeru, barwiąc moje futro i pysk, zajęło mi to zaledwie sekundę. Kolejny wyskok, kolejny atak. Mordowałem jak maszyna, zostawiając po sobie jedynie śmierć, nie byłem w stanie powiedzieć jak odróżniłem moich przyjaciół od wroga, ale byłem pewny, że ani jednego nie zadrasnąłem. Po kilku minutach czas stanął, W dosłownie spowolnionym tempie rozejrzałem się dookoła, widząc swoje dzieło. Martwe wilki leżały jak porozrzucane zabawki, a moi bracia i siostry, cali umazani morderczą cieczą, dysząc ciężko patrzyli na mnie z łzami szczęścia w oczach. Seth spojrzał na Le, nie wiedziałem, kiedy dotarła na miejsce, wiedziałem natomiast, że bardzo mi pomogła. Sharon uśmiechnął się do Flame, która mimo wszystkiego: brudu, błota i pozlepianej sierści oraz zmęczenia, zachowała grację. Lil posłała ostrożne spojrzenie piaskowej wilczycy o drobnych, delikatnych kształtach. Rozglądałem się wkoło szukając Izis… nie było jej.
- Szukajcie Izis! – wykrzyknąłem przerażony.
Przerzucając truchła dokopałem się do jej nieruchomego ciała. „Nie!” pomyślałem…
Cała umazana i brudna opadła delikatnie na moje łapy, a ja poczułem oddech…
- Mam ją! Ona żyje! Potrzebuje pomocy! – wydarłem się do reszty
Przyjrzałem się jej dokładnie, ani rany czy blizny… to nie przez walkę. Odgarnąłem czarną grzywę z jej czoła. Widniał na nim znak, znak pradawnych i upadłych…
- Co jej jest? – zapytał Shoun patrząc na nią niespokojnym wzrokiem.
- Odejdźcie, tym musze zająć się sam – mruknąłem – zabrać i spalić wszystkie ciała!
Podniosłem się rozpoczynając czary… igrając z magią cierpienia i zagłady. Wokół mnie i Izis zapłonął czarny ogień, rysując koślawe wzory własnym płomieniem. Tym samym płomieniem zaświeciły moje oczy. Zmieniając postać w siebie, boga, a nie wilka stanąłem nad nią wymawiając słowa zaklęcia:
- Ceciderunt tempus finitur in flamma, antiqui potestas hoc infunditur umbras, in fortitudine et patientibus, et contritio magicae, pick sursum iacentes in mea stella potestatem! Ego tamen in moerore et tristitia, non fit valida forent!

Izis gwałtownie otworzyła oczy biorąc głęboki wdech… Zmieniłem się ponownie w wilka, a ja odwróciłem wzrok w kierunku góry ognia….
- To koniec… - wyszeptałem
Głos Scarllatta dochodzący z lasu obił się tylko o moje uszy:
- Nie tatulku, to dopiero początek!

--- ciąg dalszy nastąpi ---


Uwaga dla ciekawych oto tekst zaklęcia:
Upadłego czas zakończył się w płomieniu, pradawnych moc rozpłynie się w cieniu, w sile i cierpieniu, magi i zagładzie, odbieram upadłym nad mą gwiazdą władzę! I niechaj mimo bólu i smutku, czar potężny nie dojdzie do skutku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz