Od jakiegoś czasu rozrywały mnie skrajne emocje. Co dzień mierzyłam się z potwornym bólem głowy i wilkami które spoglądały na mnie podejrzliwie. Czułam się obca w watasze. Coraz częściej zamknięta w jaskini rozmyślałam nad straszną rzeczywistością. Marzyłam o tym by w końcu zdobyć się na odwagę i opowiedzieć Mrocznemu o Iyo. Ale małe żelazne drzwiczki z napisem zaufanie, zatrzasnęły się na dobre. W żaden sposób nie byłam już w stanie ich otworzyć. Widziałam, że Shide z całych sił próbuje mi pomóc. Jednak bez skutecznie. Jedzenie smakowało dla mnie jak piołun, a woda paliła gardło niczym siarka.
Myśl, że mogę zawieść przyjaciela była potworna.
Hyp znikną gdzieś bez śladu. Od dwóch dni nie było o nim żadnych wieści. To dobiło już zupełnie gwoźdź w mojej ranie. Czułam się bezsilna.
Świat walił mi się na głowę, a ja nawet nie mogłam go podtrzymać.
Mroczny albo nie zauważył mojego dziwacznego zachowania, albo po prostu je ignorował. I dzięki mu za to. Przynajmniej nie czułam się osaczona.
***
Shide wyruszyła z Leach na polowanie, więc zostałam sama na sam z moimi problemami. Siedząc w jaskini prawie widziałam jak moje myśli krążą po pomieszczeniu. Słyszałam fragmenty dawno przeprowadzonych rozmów. Dostrzegałam urywki walk na śmierć i życie z których nie wiedzieć czemu zawsze wychodziłam cało. Wolałabym wtedy umrzeć niż męczyć się teraz z brakiem życiowej prozy. Czasu bez problemów i miłego gawędzenie przy ognisku.
Ale mój los lubi być bezczelny. Układa wszystko tak by było mi jak najciężej i tak by nikt nie mógł mi pomóc dźwigać ten ciężar.
Westchnęłam.
„Decyzje które podejmujemy teraz, mogą w taki czy inny sposób zaważyć na naszej przyszłości...” wiedziałam, że te słowa nie kłamią. I byłam stu procentowo pewna, że cały świat krąży wokół nich.
Poczułam dziwne mrowienie na plecach.
Odwróciłam się gwałtownie by dostrzec jak ktoś wymierza mi celny cios w głowę...
Dalej czułam już tylko, że spadam...
W przepaść... bez dna... bez nadziei...
***
Kiedy odzyskałam przytomność, pierwszym uczuciem jakie mnie nawiedziło była przemożna ochota zwrócenia śniadania. W głowie powstało miniaturowe tornado, a żołądek dziwacznie się skręcał. Cała dygotałam.
-Kto teraz?
-Ta czarna w kącie. Będzie niezły ubaw jak ją Yano rozwali! Ha! Publiczność oszaleje!
Chciałam się poruszyć i z żalem odkryłam, że jestem skuta z podłogą. Pysk tkwił w kagańcu, ściśniętym tak mocno, żebym nie mogła otworzyć go na chodź by milimetr. Oczy przewiązano kawałkiem materiału, który naprawdę nie był do niczego potrzebny. I tak wszystko widziałam, choć szczerze w tym momencie pragnęłabym nie posiadać tego daru.
Wokół mnie leżały porozrzucane martwe ciała wilków. Miały wiele obrażeń głowy, a nieliczne w ogóle jej nie posiadały. Jednak dwa żyły i tak jak ja leżały przykute do podłoża.
Samotna łza zleciała mi po policzku.
Czy za chwilę skończę tak samo jak mój poprzednik, którego właśnie wrzucono na stertę truposzy?
Dwaj strażnicy w srebrnych hełmach skierowali się w moją stronę. Z ich ust nie schodziły okrutne uśmiechy.
Jeden warkną i nagle metalowy pas który mnie unieruchamiał rozpłyną się w powietrzu, a zaraz potem łańcuchy wiążące nogi.
Podniosłam się i bez zastanowienia skoczyłam na strażników.
Jednak nie wzięłam pod uwagi jednej ważnej rzeczy.
Grubszy z wilków machnął łapą, a ja po prostu przeleciałam nad nimi po czym z hukiem uderzyłam głową o ścianę.
-Och, czemu wy musicie być tacy przewidywalni! Każdy wykręca taki sam numer. To się już nudne robi...
Nie dokończył bo właśnie wymierzyłam mu celnego kopniaka w bok. Drugiemu strażnikowi pazurami rozpłatałam gardło.
Wściekłość wypaliła we mnie potężną dziurę. Oczy stały się zielone, a ja poczułam jak ciepła moc furii rozpływa się po moim organizmie. Doskoczyłam do uwięzionych wilków po czym z całą swoją siłą rozwaliłam ich więzy. Oboje podnieśli się z trudem.
Ale byli żywi!
Biała wilczyca wyglądała najmizerniej. Miała sierść poszczepienną lepkim błotem i zaropiałą ranę na łapie. Mimo wszystko muszę przyznać, że znosiła to wszystko z godnością niczym królowa. Powoli i ostrożnie zaczęła ściągać szmatę z oczu.
Ja tymczasem uwolniłam się z kagańca. Czułam, że muszę porządnie rozprawić się z tym kto tak urządził moich pobratymców.
-Kim jesteś? I tak w ogóle to gdzie MY jesteśmy?
Brązowo- czarny wilk spojrzał na mnie z wrogością i jednocześnie zagubieniem.
Furia powoli słabła, czułam, że opuszczają mnie siły.
-Gdybym to wiedziała, z pewnością już mnie by tu nie było...
Wilk zawarczał.
-Więc jesteś naszym wrogiem!
-Spqr, uspokój się... musimy... musimy współpracować... to jedyna szansa na przetrwanie...
Czułam na sobie czyść wzrok. Przenikliwy i zimny niczym woda w rzece.
„Przyprowadź ją do mnie... chcę widzieć jak ginie... chce jej śmierci... JUŻ!”
Głos kobiety rozległ się dokładnie w mojej głowie i byłam pewna, że to o mnie chodzi.
-Będziemy mieli gości...
-Ha! Jak miło cie Izis widzieć! Gaja tyle o tobie opowiadała, że już nie mogłem się doczekać naszego spotkania.
Brodaty mężczyzna uśmiechną się złośliwie. Szedł powoli stawiając stopy i wpatrując swe oczy prosto w moje. Widziałam w nich okrucieństwo, ziemie spływającą krwią oraz głowy wilków na drewnianych palach. To było potworne...
-Na co czekacie?! Igrzyska nie mogą się rozpocząć bez zawodników.
I nagle poczułam, że nie panuje już nad łapami. Same zaczęły się poruszać, a mój umysł ścisnęła jakaś niewidzialna siła.
„Nie bądź tchórzem Izis. Masz wybór... Możesz ginąć w cierpieniu, bądź pomóc nam w zniszczeniu świata... hmm co wybierasz?”
Jego głos przeszywał moje myśli na wylot. Próbowałam się wyrwać, ale on nie dawał za wygraną.
Chwilę potem weszłam na ogromną arenę wraz z białą wilczycą i brązowo- czarnym wilkiem. Czułam, że serce podchodzi mi do gardła. Na trybunach było pełno wilków. Wszystkie wrzeszczały czyjeś imię. Gaja...
-Witam, witam moja droga, stęskniłaś się?!
To była ona!
Ubrana w wodospady, tęcze, kwiaty i drzewa, a była od niej żądza władzy. Uśmiechnęła się do mnie.
-Pomożesz mi zniszczyć Mrocznego?
-Nigdy! Wole zginąć!
-Jak sobie życzysz!- skinęła palcem na Uranosa.- Wypuść Yano!
Ukłonił się pokornie i odbiegł gdzieś w pośpiechu.
-Igrzyska czas zacząć!
Wielka żelazna brama otworzyła się za zgrzytam.
Czułam przyśpieszone oddechy moich towarzyszy.
Dobiegł mnie ogłuszający ryk...
Serce mi stanęło.
Miałam zaraz zginąć...
-Ciąg dalszy nastąpi-