Poznałam już całą watahę. Wszyscy są dla mnie stosunkowo mili, nie przesadzając z tym oczywiście. Polubiłam niektóre wilki, na pewno Ajlę i Sayone, ale inne wilczyce takie jak Lajra, Meyrin czy Milnay też są w porządku. Co do Hariett, nie jestem pewna, czy mogę jej ufać, ale toleruje mnie i to mi wystarcza. Po poznaniu wszystkich i wszystkiego potrzebowałam chwilki dla siebie, więc udałam się w głąb lasu. Po chwili spaceru znalazłam jakieś zarośla i wyczułam wodę. Przeszłam na drugą stronę krzaków i ujrzałam małe, piękne jeziorko. Uchyliłam się nad stawem i napiłam się wody. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Przez większość mojego życia byłam samotnikiem i nie za bardzo wiem co kolwiek o życiu w watasze. Nagle usłyszałam za sobą szelest. Odwróciłam się, i ku mojemu zaskoczeniu, z krzaków wyszła Sayona. Widać było, że jest tak samo zaskoczona jak ja.
-Co ty tu robisz?- spytała.
-Nie, co TY tu robisz?- odparowałam. Uniosłam jedną brew i popatrzyłam na nią trochę podejżliwie, ale w środku czułam się trochę zabawnie.
Uśmiechnęła się do mnie półgębkiem, a ja odwzajemniłam uśmiech.
-Przyszłam pomyśleć- powiedziała- zanim dołączyłam do watahy przychodziłam tu kiedy musiałam sytuację do przemyślenia i tak teraz robię. Nie sądziłam, że ktoś by je znalazł, więc jak ty znalazłaś?
-Woda- odpowiedziałam, trochę za szybko- Znaczy się, zapach wody. Błoto. Wilgotniejsze powietrze. Poza tym też miałam kilka spraw nad którymi muszę pomyśleć, więc szukałam jakiegoś cichego miejsca.
-Jakie sprawy?
Opowiedziałam jej o tym, że jeszcze nigdy nie żyłam w prawdziwej watasze i nie wiem za bardzo co mam robić jako omega.
-Wiesz, rób to, co do ciebie należy. Alfy są przywódcami więc lepiej się ich słuchać.
-A ciebie co gryzie?-zpytałam.Widać było, że naprawdę się czymś martwi.
-No bo... naprawdę kocham Mrocznego, ale jak umarłam, to on spotkał Hariett i teraz ona jest z nim w ciąży, a wcześniej mówił że mnie kocha, i ja już nie wiem co czuć!-krzyknęła i łzy zakręciły jej się w oku, ale nie zaczęła płakać, tylko się uspokoiła.
- Więc...-zaczęłam, ale nie za bardzo wiedziałam co powiedzieć.
-Naprawdę nie musisz nic mówić- przerwała mi. Ucieszyłam się, bo i tak bym chyba nic nie powidziała. Uśmiechnęłyśmy się do siebie lekko. Nagle usłyszałam wycie. Wycie na alarm. Zerwałyśmy się i pobiegłyśmy w stronę naszej watahy.
* * *
Kiedy wreszcie dotarłyśmy na miejsce, odczepiłam się od Sayony i podbiegłam do Ajli.
-Co się dzieje?- spytałam.
-Wilki z Północy- odpowiedziała, trochę przejęta jak ja.- Niedługo już powinny się znależć na naszych terenach. Dysponują...
-Białą Magią- dokończyła za nią Hariett, która pojawiła się jakby z nikąd- Ochyda. Nie cierpię Białej Magii.
No racja, Hariett raczej specjalizowała się w Czarnej Magii, podobnie jak reszta watahy. Tyle że wataha panowała nad jej częściami , a Hariett miała moc Czarnej Magii samej w sobie.
-Tak czy siak, spuszczę tym aniołkom łomot jaki zapamiętają na całe życie.- powiedziała. Słychać było w jej głosie obrzydzenie oraz narastającą agresję.
-Co?- zpytała Ajla- Ale... w takim stanie?
-Jakim stanie?
-No wiesz, no bo ty jesteś... w ciąży.-odparła Ajla.
-Przeżyję. Zastanawiałabym się co do Shide, ale myślę, że mozemy jej ufać- odpowiedziała, potem skierowała się w stronę Mrocznego, u którego boku stała już Sayona. Nie miał już opaski na oczach i starał się z nikim nie utrzymywać kontaktu wzrokowego. Okazało się, że zabijanie wzrokiem od razu było po prostu spowodowane tym, że nie za bardzo umiał panowac nad nową mocą, a teraz jako tako ją kontroluje. Kilka wilków zaczęło siękłócić o to, czy powinien zostać czy nie, ale dyskusję przerwał Wilken który wbiegł do jaskini i oznajmił, że wilki z północy weszły na terytorium watahy. Wybiegliśmy wszyscy, wyjąc i szczekając wściekle. Kiedy tak biegliśmy przez las, cali pochłonięci agresją gotowi satwić czoła wrogu i bronić siebie i naszego terytorium wszyscy razem, wtedy poczułam się naprawdę częścią tej watahy. Poczułam tak naprawdę, jak to jest być częścią watahy. Mojej watahy. Naszej watahy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz