Wychodziłam właśnie z jaskini, gdy podeszli do mnie Mroczny i Blaze. Do Mrocznego się uśmiechnęłam, a Blaze'a zmierzyłam wzrokiem.
- Blaze, to jest Shide. Ona... no, patroluje teren. Ma moc noktowizji, co się szczególnie w tym wypadku przydaje.- powiedział.- Shide, to jest Blaze, którego już chyba zdążyłaś poznać.
- Tak się złożyło, że zdążyłam- mruknęłam.- Rozumiem że postanowiłeś jednak się do nas przyłączyć?
- Na to wygląda- odparł. Popatrzył mi prosto w oczy, a ja odpowiedziałam mu lodowatym spojrzeniem.
- No dobra, lepiej już chodźmy dalej jeżeli chcemy się z tym wyrobić do końca dnia- powiedział Mroczny widząc napięcie rosnące między nami, po czym obydwoje ruszyli dalej. Patrzyłam za nimi jak odchodzą, a kiedy zniknęli w głównej jaskini, odwróciłam wzrok i skierowałam się do lasu na mały obchód. Dzień był przepiękny; słońce świeciło, ptaszki śpiewały... wydawałoby się, że nic by temu nie mogło przeszkodzić, ale jednak... gdy tak szłam przez na pozór bezpieczny las, złapałam nagle trop czegoś, co wcale nie powinno się tu znaleźć. Im bardziej zbliżałam się do granicy, tym silniejszy był zapach. Gdy wreszcie wyszłam kilkanaście metrów poza granice, zdałam sobie sprawę, co to jest. Niedźwiedź. Ale nie zwyczajny, o nie, to... to było coś zupełnie innego. Ten niedźwiedź... to zdecydowanie był Tenebris. Miał ponad sześć metrów w kłębię, małe ślepia, ogromne łapy z pazurami wielkości noża kuchennego oraz dwa rzędy ostrych jak brzytwa zębów. Dysponowały bardzo ciemną mocą, która przyprawiała o ostry ból głowy oraz sprawiała, że stawałeś się wariacko zły, pełny mrocznych myśli. Wtedy narasta agresja oraz niepochamowana chęć zabijania. Tenebrisów co prawda nie było jeszcze na terenie watahy, jednak czułam, że były blisko. Zawróciłam w stronę watahy i pędem pobiegłam przez las. Wystające krzewy chłostały mnie po twarzy, ale nie obchodziło mnie to. Jakie to miało znaczenie w porównaniu do tego, że moja wataha była w poważnym niebezpieczeństwie? Musiałam jak najszybciej znaleźć Mrocznego. Wreszcie go zobaczyłam, jak rozmawiał z Blazem. Śmiali się. Podbiegłam do nich, a oni wyraźnie przestraszyli się na mój widok.
- Shide? Co ci się stało?- spytał Mroczny.
- Nieważne. Chcę ci powiedzieć, że przed chwilą byłam na obchodzie i wyczułam coś, czego nie powinno się tu być...
- To znaczy co?- spytał zaniepokojony.
- Słuchaj, w pobliżu Wschodniej Granicy wyczułam zapach Tenebrisa. Na razie tylko jednego,ale może ich być wiecej. Nie ma ich jeszcze co prawda na terenie, ale skoro doszły z drugiego końca lasu aż do Wschodniej Granicy, to lada chwila mogą przyjść tu.- powiedziałam. Dobry humor Mrocznego natychmiast wyparował. Na jego miejsce wstąpiła poważna, lodowata, władcza mina. Wyszedł na środek placu i zawył donośnie. Natychmiast zbiegły się wilki, usłyszawszy wycie na alarm. Gdy już wszystkie zebrały się placu, Mroczny przemówił.
- Słuchajcie, mamy bardzo duży problem. Gdy Shide była na obchodzie przy Wschodniej Granicy, wyczuła zapach Tenebrisów- powiedział stanowczym głosem, tak, jakby to zdarzenie w ogóle nie robiło na nim wrażenia.
Od razu wszyscy zbledli, rozległy się szepty.
- Mogą tu do nas przyjść lada chwila. Proponuję więc, abyśmy podzielili się na dwójki i dokładnie przeszukali teren. Podział jest następujący: Sayona i Skar, Lily i Draco, Shide i Ajra, Lotos i Sorcière, Amnesia i Shaun, a ja pójdę z Blazem. Jeżeli ktoś złapie trop, ma zawyć. Zrozumiano?
Wszyscy kiwnęli głowami.
- No dobra, ruszamy.- powiedział, po czym wszyscy rozbiegli się po lesie. Postanowiłam pójść z Ajrą tą samą drogą, którą szłam gdy byłam na obchodzie. Tym razem jednak nie znalazłam żadnego tropu.
- Shide...- zaczęła Ajra- jesteś pewna, że to tu?
- TAK.- powiedziałam stanowczo, nie odrywając nosa z nad ziemi.
- A jesteś pewna, że sobie tego nie wymyśliłaś?- spytała niepewnie.
- Co masz na myśli?- spytałam ostrzegawczym tonem.
- No wiesz, może tak naprawdę nie było tu żadnych Tenebrisów. Może to tylko twoja wyobraźnia.- odparła.
- Słuchaj, nie wymyśliłam sobie tego.- odwróciłam się do niej- Gdyby ich tu nie było nic bym nie poczuła. Ale poczułam. Więc tu są.
Wróciłam do tropienia. Nadal nic. Może Ajra miała rację? Może naprawdę nic nie poczułam? Już chciałam się do niej odwrócić i jej to przyznać, gdy nagle wyczułam zapach. I to tak intensywny, że niedźwiedź musiał być oddalony od nas o kilka centymetrów. Poczułam, że jakaś ogromna masa zwala mnie z nóg. Zobaczyłam Tenebrisa stojącego nade mną na dwóch łapach i wystraszoną Ajrę.
- Shide!- krzyknęła.
- Leć po pomoc!- odkrzyknęłam, po czym patrzyłam jak znika pomiędzy drzewami. Misiek najwyraźniej zdezorientował się. Wykorzystałam tą chwilę aby uciec spod jego łap, po czym rzuciłam się na niego. Rozdrapałam mu oko i próbowałam dosięgnąć gardła, jednak on zamachnął się i uderzył mnie swoją masywną łapą tak, że upadłam na ziemię. Znowu stanął na tylnych łapach i już zamierzał przygnieść mnie przednimi, gdy nagle poczułam falę dźwiękową, która przewróciła Tenebrisa. Zobaczyłam jakiś ciemny krztałt, który skoczył prosto na miśka. To był Blaze. Chwilę potem nadbiegli Mroczny i Ajra, a później jeszcze Sayona i Skar. Mroczny zadał niedźwiedziowi morderczy cios, a gdy to zrobił, jego ciało zaczęło się rozsypywać na czarny proch.
- To już chyba wszystkie- powiedział.
- A ile było?- spytałam, podnosząc się.
- Trzy.- odparł Blaze- I jeszcze ten, czyli w sumie to cztery. Są potężne, ale głupie.
Otrzepałam się z ziemi.
- To co teraz?- spytałam.
- Wracamy do domu. Reszta już tam jest. Jednego Tenebrisa znaleźli Skar i Sayona, drugiego ja z Blazem, a trzeciego Lily i Draco. No i czwartego oczywiście wy.- powiedział Mroczny.- No dobra, idziemy.
Skar i Sayona poszli przodem, potem Mroczny, a ja poszłam na końcu, z Blazem. Szliśmy obok siebie. Nie wiedziałam, co mu powiedzieć. On uratował mi życie! Gdyby nie on, skończyłabym rozgnieciona pod łapami Tenebrisa.
- Słuchaj, ja...-zaczęłam- Dzięki, że mnie uratowałeś przed tym Tenebrisem.
- Nie ma za co- odparł beznamiętnie.
- Właśnie że jest za co-powiedziałam uparcie- Gdyby nie to, że...- chciałam dokończyć, ale nie mogłam. Po prostu odebrało mi mowę. Popatrzyłam się na niego, a on uśmiechnął się lekko. Odpowiedziałam mu tym samym.
Wreszcie doszliśmy do domu. Jeszcze nigdy tak bardzo nie cieszyłam się na jego widok. Mroczny od razu pobiegł do Hariett, Sayona i Skar usiedli razem pod drzewem a Lily i Lotos przygotowywały obiad. Podeszłam żeby im pomóc. Potem wszyscy zaczęliśmy jeść. Sarna jeszcze nigdy wcześniej nie smakowała tak dobrze. Wszystko nabrało więcej kolorów po tej walce z ciemnością, w której udało nam się odnieść zwycięstwo. Przynajmniej tymczasowo.
Ciąg dalszy nastąpi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz