wtorek, 19 lutego 2013

Opowiadanie od Nikity


Wlokłam się po lesie niemiłosiernie długo. Chciało mi się jeść, pić, spac, wszystko w tym samym czasie. Gdy jednak patrzyłam na moją Lizzie, która- pomimo tego wszystkiego- potykając się, dzielnie brnęła przez las, zapominałam o wszyskich pragnieniach. Chciałam tylko żeby nic jej się nie stało. To wszystko. Czy naprawdę tak trudno to spełnić? Tylko jedna, mała prosba na jednego, małego wilka. Gdy już zaczęłam tracić nadzieję na odnalezienie jakiegokolwiek jedzenia, znalazłam martwego zająca leżącego na środku polany. Kazałam Lizzie czekać przy drzewie, a sama poszłam po zająca. Gdy tylko chwyciłam go w zęby, smak mięsa przewrócił mi w głowie. Chciałam od razu połknąć go w całości ale przypomniałam sobie o Lizzie. Biednej małej Lizzie, kulącej się przy drzewie, zmarzniętej, wygłodzonej... a przeciez była tylko szczeniakiem. Czym sobie zasłużyła na tak okropny los? Postawiłam kolejny krok, ale zrobiło mi się słabo. Drobinki krwi i zajęczego mięsa dostawały mi się pod język. Chociaż normalnie stare mięso zajęcze wydawało by się gorzkie i mdłe, teraz był to najpyszniejszy kawałek mięsa jaki kiedykolwiek w życiu jadłam. Nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się przy drzewie. Niechętnie wypuściłam zająca z pyska, po czym położyłam sie przy drzewie. Gdy jednak Lizzie skonczyła jeść, zauważyłam spory kawał mięsa przy kościach, które zostawiła. Uśmiechnęła się do mnie i zamerdała swoim małym ogonkiem. Zostawiła to dla mnie. Ten mały akt miał dla mnie tak wielkie znaczenie, że chciałam zacząć bić Lizzie pokłony. Niepewnie ugryzłam mięso. Nawet gdybym chciała odmówić Lizzie, teraz nie było już odwrotu. Głód całkowicie nade mną zapanował. Po chwili z zająca zostały same kości, ale i to po chwili zniknęło. Wstałyśmy, a ja wzięłam Lizzie na grzbiet i zmusiłam sie do szybszego chodu. Przynajmniej tyle mogłam dla niej w tej chwili zrobić. Nagle usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Odwróciłam się i zobaczyłam dużego, czarnego wilka z blizną na oku. Usmiechnął się do mnie pokazując zaostrzone, białe zęby i warknął. W mgnieniu oka złapałam Lizzie w zęby i ostatkiem sił rzuciłam się do biegu. Wiedziałam że nie pociągnę tak długo. Wilk za kilka sekund mnie dogoni i zabije, a wraz ze mną zabije Liz. Wbiegłam między krzaki aby utrudnić zadanie czarnemu wilkowi. W końcu wpełzłam pod ogromne korzenie drzewa i skuliłam się, osłaniając Lizzie całym ciałem. Zamknęłam oczy i łzy pociekły mi z oczu, jednak byłam zbyt odwodniona by mogło się to zamienić w płacz. Zacisnęłam oczy z całej siły. Usłyszałam kroki, a potem, nagle, otworzyłam oczy i ujrzałam szaro-białego wilka, znacznie większego niż ten czarny, wyskakującego zza krzaków. Zaczeli rozmawiać o czymś, czego nawet nie dosłyszałam. Poczułam jak Lizzie trzęsie się w moich łapach.
- Spokojnie, już dobrze, ćśśś...- mówiłam, próbując upokoić i ją i siebie. Znów zamknęłam oczy. Zemdlałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz