wtorek, 19 lutego 2013

Opowiadanie od Izis


Deszcz padał i żadna ze znanych nam sił nie była w stanie go zatrzymać. W lesie pachniało świeżym igliwiem. Szłam wściekła na siebie trzęsąc się z wściekłości, strachu i obrzydzenia dla własnej głupoty. Po raz któryś już w ciągu godziny oblewałam się zimnym wnętrzem  kubła winy. Gdybym tylko nie była taka próżna... ale no trudno jest jak jest. Spojrzałam ze spokojem na wielką kałużę. Ujrzałam w niej odbicie czegoś chudego o czarnym zmierzwionym i mokrym futrze. Byłam teraz wrakiem dawnej Izis. Świat walił mi się na już i tak obolałą głowę. Znużyłam pysk w wodzie i oblał mnie przyjemny lodowaty dreszcz. Przed oczami błysnęło światło które jak by dodało siły. Zaczęłam biec. Pędziłam jak szalona by uciec od przyrzeczeń i wszystkiego co wiązało mnie z przeszłością do której nie chciałam wracać. W głowie pojawiła się jedna myśl. Znaleźć Shide. To było teraz najważniejsze. Tamta wataha nie mogła jej dorwać. Po prostu nie mogła. Stanęłam jak wryta i rozejrzałam się nerwowo poruszając uszami. Coś usłyszałam. Był to zaledwie szmer, ale coś w nim mnie zaniepokoiło. Intuicja. Skoczyłam jak szalona i wpadam na wielkiego brązowego wilka.
-Rasko...- z gardła wydał mi się cichy warkot. A więc wiedzieli gdzie jest.
Wilk zawył, a ja byłam pewna, że wzywa Wolwgana. Nie miałam szans. Ucieczka była by nie tylko oznaką tchórzostwa ale i głupoty. Szybko oszacowałam swojego przeciwnika. Wielki i ociężały ledwo trzymał się na nogach, ale za to jego szczęki były olbrzymie i z pewnością świetnie przebijały się przez skórę i gruchotały kości. W głowie układał mi się dość prosty plan. Wszystko zależało od tego jak szybko uda mi się zareagować. Zaczęłam się przemieszczać w bok łapa za łapą. Rasko zrobił to samo. Kiedy zatoczyliśmy już równe koło stanęłam dęba i znienacka wyskoczyłam w stronę najbliższego drzewa. Tak jak przypuszczałam, brązowy wilk z zaskoczenia nie miał czasu na zastanowienie się. Naprężył mięśnie i czterema ociężałymi i mało zgrabnymi susami znalazł się kilka centymetrów ode mnie.
-Nie uciekniesz...
-Zakład...?- Rasko wyszczerzył kły i natarł. Z szybkością dorównującą orłowi przeturlałam się na bok. Coś gruchnęło, a kiedy podniosłam się z ziemi wilk leżał na ziemi oszołomiony. Podeszłam bliżej i zamiast uciec oczywiście musiałam mieć ostatnie słowo...
-No cóż, a jednak jestem zwycięzcą. Ale trudno się dziwić ja zawsze wygry...
Upadłam przygnieciona czyimś ciężarem i przejechałam po błocie po czym poczułam jak mój kręgosłup uderza w coś twardego. Nie było to przyjemne ale jeszcze gorsze miało dopiero nadejść. Coś sparaliżowało mi mięśnie, nie mogłam się ruszać. Leżałam bezradna. W głowie szalał cały tabun myśli który biegał i skakał tłukąc się niemiłosiernie. Zamroczyło mi wzrok ale to nie przeszkodziło w dostrzeżeniu szarego wilka który w niemym uśmiechy wyszczerzył rząd ostrych jak brzytwy kłów. Wolwgan podszedł do mnie i szturchną łapą jak by sprawdzał czy żyje.
-Jeszcze się nie nauczyłaś, że się z nami nie zadziera? No, no, no i tak mamy przez ciebie dość dużo kłopotów. Mniemam, że pamiętasz w jak pięknym stylu odeszłaś od nas puszczając z dymem połowę lasu? No co zaniemówiła nasza mała gwiazda? Ah, no tak zupełnie zapomniałem jak działam na mich wrogów.- zaśmiał się szczekliwie- Irytujesz mnie bardziej niż twoja przeklęta siostra.- szczęki odmawiały posłuszeństwa, ale ja wiedziałam swoje.
-Zo... zostawcie... j-ją... w spo- spokoju...
-Czyż to nie wyczyn godny naszej gwiazdki? Ale tak się składa, że przedstawienie się już skończyło, a ty od dawna nie grasz już w nim głównej roli.- kiedy skończył mówić zamachną się łapą, a ja poczułam ból w boku. Wiedziałam, że zaraz nadejdzie ostateczny cios. Myślami byłam z siostrą widziałam jak poluje w jakimś zagajniku. Przez głowę przeleciał mi napis "Jest bezpieczna." i to jakoś mnie wzmocniło. I nagle jak by za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odzyskałam czucie w przednich łapach, a puls zaczynał płynąć w normalnym tempie. Wolwgan właśnie miał zadać ostateczny cios, a ja chciałam mu w tym przeszkodzić, rozległo się wycie. Wolwgan obrócił się. W naszą stronę kroczył biały wilk. Jaśniało od niego dziwaczne światło które w zupełności pozbawiło czar mojego wroga jakiejkolwiek mocy. Skorzystawszy z okazji i z całej siły podcięłam nogi Wolwgana. Ten nie złapał równowagi i rozpłaszczył się na ziemi. Podniosłam się nie zważając na ból i przygwoździłam szarego wilka łapą. Zawarczałam wściekle po czym przeniosłam wzrok na nowo przybyłego.  Nie wiem dlaczego ale się odsunęłam.
-Uciekaj z stąd. Wprowadzasz zamęt na mim terytorium. Teraz daje ci ostrzeżenie ale pamiętaj... następnym razem nie będę tak wspaniałomyślny.- wszystkie te słowa rzucił w stronę Wolwgana, który nieudacznice próbował się dźwignąć.- A ty...- skierował głowę w moją stronę.- ...choć za mną. 
Nie śmiałam go nie posłuchać. Szłam powoli i ostrożnie uważając by nadepnąć jeszcze na sam koniec Rasko na ogon. Wilk zawył z bólu i w popłochu uciekł w przeciwną stronę. 
-Dopadnę cię jeszcze... pożałujesz i Shide też...-
Biały wilk się odwrócił i spiorunował Wolwgana spojrzeniem które w jednej chwili zmusiło go do ucieczki za przyjacielem. 
-Kim jesteś? Jak ci na imię? I czemu mnie oszczędziłeś?
Wilk uśmiechną się.
-Nazywam się Mroczny i jestem alfą w watasze która króluje na tym terytorium. A reszty dowiesz się w swoim czasie. Pozwól, że zadam ci jedno proste pytanie na które odpowiedz zadecyduje o twoim losie. Czy chcesz dołączyć do mojej watahy?
Zamurowało mnie. Jeszcze kilka dni temu wyleciałam z hukiem z jednego stada, a teraz proponują mi przyjęcie do drugiego. Przełknęłam ślinę.
-Bardzo bym chciała ale szukam siostry...
-Shide?
Pokiwałam głową.
-To dobrze trafiłaś. Więc jaki jest twój wybór?
Próbowałam się pohamować od radosnego szczeknięcia więc tylko wykrztusiłam.
-Chcę... należeć... do watahy... w której jest... moja... siostra...
-Więc uznam to za tak. A teraz się pośpieszmy. Zbiera się na burze.
Szłam już spokojnie w dość dobrym nastroju. Niepewność przepełniała mnie zupełnie. Nie wiedzałam czego się mam spodziewać. Ale to już inna historia. Na razie muszę czekać co zgotuje mi los...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz