- Zostaw mnie ty szkarado! - wykrzyknęłam partząc w złote ślepia centaura.
- Dałem ci kubeł złota, gdzie moje życzenie?! - wrzasnął z furią w oczach.
"Kolejny niezadowolony klient" - pomyślałam uśmiechając się arogancko.
Zarżał wściekle i rzucił się na mnie. Jednym zwinnym ruchem uniknęłam mojej klęski.
- No dobra dobra, już spełniam to życzenie! Tylko daj mi chwilę.
Udałam, że skupiam się na czarowaniu.
"Raz...
Dwa...
Trzy..."
I już mnie nie było.
- Pomoooocyyyyyyyy! - krzyknęłam ile sił w moich płucach zmieniając głos na słodki i uwodzący.
Usłyszałam przenikliwe wycie. Ktoś tam był...
Centaur uderzył mnie kopytem w głowę. Obraz mi się rozmazał.
Nagle z krzaków wyskoczyło coś czerwonego. Śmignęło mi przed oczami, niczym błyskawica.
- Zwiewaj, bo jak nie, to pożałujesz! - krzyknęło "coś czerwonego".
- Nic mi nie zrobisz, piesku. - odparł.
- Przekonamy się.
Centaura za chwilę nie było. Obraz wrócił do normy. "Coś czerwonego" okazało się wilkiem.
- Nic ci nie jest? - spytała.
- Głowa mnie boli, ale na szczęście wszystko ok... Jak się tu znalazłaś?
- Podróżuję.
- Skąd?
- Nieważne... Muszę iść - zmieszała się.
- Powiedz! - krzyknęłam, już nie tak słodkim głosikiem.
- Z watahy cierpienia i zagłady - szepnęła i odbiegła.
" Muszę biec" - pomyślałam i popędziłam przed siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz