wtorek, 19 lutego 2013

Opowiadanie od Mrocznego


Cały dzień minął mi szalenie szybko. Prawie zapomniałem o Hariett. Bawiliśmy się świetnie. Opowiadałem im o Nikiforze, który został w piekle, jako dworzanin Skara. O tym, jak dopadł mnie szał. Wieczór przy wspaniałej uczcie odbył się bez Shide, która wyruszyła szukać Izis.
Rozmawialiśmy i wyliśmy. W pewnym momencie Shoun wskoczył na stół i zawył tak głośno, że wszyscy, aż zakryli sobie uszy, a później śmiali jak pijani. Około północy rozeszliśmy się do swoich jaskiń. Słyszałem jak wszyscy padają na swoje legowiska. Jednak ja nie wiedząc czemu, czułem silną potrzebę wyjścia na zewnątrz. Słuchając jak zwykle głosu swojego serca, ruszyłem w kierunku lasu i wytężyłem słuch. Rozejrzałem się dookoła. NIC. Może tylko mi się zdawało? Zawróciłem, ale wtedy znów to poczułem. Odwróciłem się z rezygnacją, jednak kolejny raz wytężyłem swoje zmysły. NIC. Zdenerwowany, stwierdziłem, że to bez sensu i postanowiłem ostatecznie, że już nie wracam. Dochodziłem do swojej jaskini i właśnie wtedy to usłyszałem… ciche skomlenie. Może kilometr stąd. Podjąłem decyzję i puściłem się biegiem przez las, w kierunku odgłosu strachu. Jak zwykle postanowiłem się wtrącać w nie swoje sprawy. Poirytowany biegłem dalej. Kiedy dźwięk stał się głośny i wyraźny zwolniłem, aby zacząć się skradać. Podczołgałem się cicho pod krzak róży i wyjrzałem powoli z za niego. Pod wielkim, wiekowym dębem kuliła się ruda wilczyca, chroniąc coś własnym ciałem. Po chwili stwierdziłem, że to co chroni to szczeniak. Tylko, czego się tak bała. I wtedy go zobaczyłem. Scarlatto w całej swojej krasie swoimi szkarłatnymi ślepiami wpatrywał się w suczkę. Na jego przystojnym pysku pojawił się uśmieszek. NIE! Nie pozwolę mu zabić nikogo więcej. Wyskoczyłem ze swojej kryjówki i osłoniłem sobą waderę i jej młode. Scarlatto uśmiechnął się jeszcze szerzej na mój widok. Podejrzewałem, że to tylko po to, aby nie okazać swojego niepokoju. Myliłem się.
- Witaj… ojcze – warknął penetrując mnie wzrokiem.
- Ciąg dalszy nastąpi  -

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz