wtorek, 19 lutego 2013

Opowiadanie od Lily

Szłam przez las. Mroczny pozwolił mi się przejść. Po drodze zatrzymałam się nad wodospadem.
Zaczęłam pić. Woda była genialna! Nagle ktoś przewrócił mnie na ziemię. Warknął i....
Utonęłam w jego spojrzeniu. To nie możliwe... był jak mój anioł, ideał... największy diament. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się łobuzersko. Pozwolił mi wstać. Patrzył na mnie z wyjątkową adoracją, choć ja nie byłam lepsza. Nie to nie była miłość... to była magia...
- Yyyy... przepraszam - wyjąkał
- Nic się nie stało - szepnęłam zapatrzona w jego oczy
- Jesteś samotniczką?. 
- Nie... należe do watahy cierpienia i zagłady...
- Lepiej z tąd uciekaj - powiedział
- Czemu?
- Bo to teren mojej watahy.... watahy szkarłatnej krwi...
Wstrzymałam oddech... czy to nie wataha, z która sprzymierzyła sie elita kotów ognia? Szybko się cofnęłam... ale nie potrafiłam odejść.
- Ja... 
- Cię kocham - dokończył za mnie - dlatego uciekaj.... błagam, jak Scarlatto się dowie...
popędziłam w las. Biegłam i płakałam. Nie ja nie będę z nim walczyć. Gdy go tyklo zobaczyłam... przestało się liczyć wszystko... nawet wataha nie była tak ważna jak on.... ten któreg nawet nie znam imienia! NIE BĘDĘ WALCZYĆ!!! Muszę porozmawiac z Mrocznym. Postanowiłam. Przestałam płakac i poszukałam Mroka. Gdy go znalazłam siedział i słuchał śpiewu ptaków.
- Mroczny.... - zaczęłam niepewnie
- O... Lily... potrzebujesz czegoś?
- Mrok... ja... NIEBEDĘWALCZYĆBOSPOTKAŁAMWILKAZWATAHYSZKARŁATNEJKRWII..... - powiedziałam tak szybko że mo przyjaciel patrzył na mnie w otepieniu...
- Musisz walczyć!
- Mroczny! JA nie potrafię! Ja.. to nie miłość.. to cos więcej.... jak musiałam od niego odejść kolana sie podemną uginały.... nawet nie znam jego imienia... a ... jest dla mnie warzniejszy nawet od watahy....
Mroczny zdębiał. Próbował coś przemyśleć... analizował....
- To niemożliwe... ale... tej magii nie spotkałem od.. lat...
- Jakiej magi?
- Ty go sobie wpoiłaś. - powiedział z niedowierzaniem
- ja go wypiłam?
- Nie! W-p-o-i-ł-a-ś.
- czyli?
- Wpojenie to nie pohamowane uczucie rodzące się w wilkach. Jest to uczucie silniejsze od jakiejkolwiek innej miłości. Łączy ono w tym wypadku dwa wilki. Wilk mający kogoś wpojonego nie widzi po za tą osobą świata, można by rzec, że ma klapki na oczach. Wszystkie myśli i działania zawsze ma skierowane na swój obiekt miłości.
-Wow... nie wiedziałam, że znasz całe formułki... ale to chyba prawda
- Znaczy... że cała wataha nie walczy - zakończył - wracaj do obozowiska muszę pogadać z Malvinee.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz