wtorek, 19 lutego 2013

Opowiadanie od Mrocznego


Wszystko już skończyliśmy razem z Malvine okazało się, że jest bardzo sympatyczna. Robiło się jasno i bałem się, że wilki z mojej watahy zaczną panikować i szukać mnie po okolicy. Razem z Malvine szliśmy w milczeniu, jednak w głębi duszy byliśmy zadowoleni z naszej wspólnej pracy. Gdy wróciłem na teren naszego obozowiska, wszystkie wilki rzuciły się na mnie i zawaliły 100 pytań. 
- Gdzie byłeś? 
- Ustaliłeś coś ważnego? 
- Czemu Cię tak długo nie było? 
- Możesz nam opowiedzieć? 
W końcu nie wytrzymałem i ryknąłem. 
- Zamknąć się! W szeregu frontem do mnie zbiórka! 
Wszyscy opuścili uszy, i zamilkli, w ciszy ustawili się w szeregu przede mną i czekali na to, co powiem. 
- Dziś zaczniecie integracje w grupach – zatrzymałem się, bo usłyszałem jak Malva mówi to samo do kotów jakieś 100 m. od nas. – W każdej grupie będą dwa wilki i jeden kot, lub 3 koty i jeden wilk. 
- Mamy być w drużynach z tymi workami pcheł? – Zapytała z niedowierzaniem Lotos 
- Zamilcz! Jeszcze nie skończyłem – po krótkiej chwili ciszy dodałem – Macie znaleźć skarb, i przynieść go do mnie i Malvine, kto się pokłóci zostanie zdyskwalifikowany z gry i czeka go kara porządkowa w postaci sprzątania pokoi kotów. 
- Co? No nie to chyba jakieś jaja… - usłyszałem Shide 
- Za dziesięć minut spotykamy się na boisku, obecność OBOWIĄZKOWA – powiedziałem z naciskiem. Wszyscy kiwnęli głowami i się rozeszli. Ustaliłem z Malviną grupy, niektóre nazwaliśmy mieszankami wybuchowymi… miałem nadzieję, że przynajmniej jedna grupa dotrze ze skarbem. 
Po dziesięciu minutach spotkaliśmy się wszyscy na boisku koty też tam były. 
Razem z Malviną wystąpiliśmy każdy z nas miał grupy, których miał pilnować. 
- Zaraz przeczytamy wasze grupy, potem damy mapy prowadzące do pierwszej wskazówki – powiedziała pewnym głosem Malvine. 
- Pierwsza grupa… Skar, Sorciere oraz Sanguinare Griffe… 
- To jakiś żart? – Zapytała Sore 
- Nie to nie żart, wystąp – powiedziała Malva. 
Pierwsza grupa wystąpiła, Sang z obojętną minął, Skar wyraźnie naburmuszony a Sore wyglądała jakby miała zaraz wybuchnąć. 
Podałem im mapę i kazałem czekać. 
- Kolejna grupa to, Difaroh, Nuray, Lisane i Sayona – mówiłem dalej… 
Dif wystąpił i spojrzał na Malvine, która swoim wzrokiem wykazała obojętność na protest kota. Difaroh wystąpił z całą ekipą patrząc wrogo na Sayonę która na pewno nie wyglądała na zadowoloną… powtórzyliśmy mowę z mapą i wymienialiśmy po kolei następne grupy, robiąc to co wcześniej. Kolejne grupy to były: Nacroh, Joel, Camembert i Lotos, następna zaś Valetta, Calico i Lily, oraz Ajra, Shide i Camembert. 
Wszyscy ruszyli. Ja pilnowałem, grupy ze Skarem, Sayoną i Lily, a moja sprzymierzeńczyni reszty. Ledwo zawody się rozpoczęły już musiałem iść patrzeć na to co dzieje się w grupie Sayony. 
Difaroh wlazł na drzewo i władczo powiedział: 
- Idziemy tam – Lisane i Nuray były gotowe posłuchać, ale Sayona nie… 
- Nie, bo tam – powiedziała z naciskiem 
- Śmiesz mi mówić, co mam robić? 
- Śmiesz się do mnie odzywać? 
Dif zeskoczył z drzewa i syknął ostrzegawczo, Sayona warknęła, już mieli na siebie skoczyć, lecz wyszedłem z krzaków i krzyknąłem: 
- Dosyć dyskwalifikacja! 
Spojrzeli na mnie tępym wzrokiem… Sayona nagle padła na ziemię i już wiedząc co ją czeka, powiedziała z udawanym cierpieniem:
- Mroczny... łapka boli
- Wrócić do pokoi – powiedziałem do kotów- Jeśli nie posłuchacie wzywam Malvinee. 
Rozeszli się, a ja bez wyrazu powiedziałem: 
- Wracaj na teren obozowiska, i nie opuszczaj go, aż nie pozwolę – spojrzała na mnie smutno, opuściła wzrok i poszła. 
Pilnowałem teraz ekipy ze Skarem, tam ciągle się kłócili, ale, Do niczego nie doszło, po za tym, kłócili się Sorciere i Skar, a Sang próbował ich ich ogarnąć. Na razie nie musiałem dyskwalifikować… u Lily był spokój dogadała się jakoś z resztą i udało im się współpracować. Sorciere z resztą znalazł skarb, udało im się pomyślałem… myliłem się… 
- Dobra – powiedział Skar podnosząc pakunek 
- Czemu ty masz go nieść? – zapytała z pogardą Sore 
- To chyba oczywiste, że mam od Ciebie WYŻSZĄ rangę! 
- No i co? To ja powinnam to NIEŚĆ!!! 
- Nie ma mowy! 
- Tak, a niby czemu? 
Skar oburzył się i rzucił z warknięciem na  Sore. Sang od raazu zainterweniował, jednak nie mógł się dostać do zwartych w walce wilków. Nagle Sore zniknęła, wyorbitowała. Skar przywołał ją do siebie. I tak co chwile ta znika, on ją przyciąga. Sore zamknęła go w klatce, on ją tam przywołał, ta wyorbitowała, on zniszczył klatkę. W końcu go zamroziła(zatrzymała na nim czas) Wyszedłem z krzaków a Sore podkuliła ogon. 
 - Od czaruj go, NATYCHMIAST!!!- warknąłem wściekły – I TO WILK Z WILKIEM!!! 
- Mroczny ja… 
- JUŻ! 
Prawie się popłakała, ale była twarda. Nagle Skar padł na ziemię i oddychał ciężko. Podniósł się i spojrzał wrogo na Sore. 
- Skar nie… - szepnąłem, ale było za późno. Skar zaczął rzucać klątwę. 
- Nigdy już nie zasmakujesz nadziei, nie znajdziesz miłości, na zawsze zostaniesz sama, nawet  twoja wataha zobaczy w tobie zwykłego nic nie wartego wilka… Odbieram Ci ją, nie ma już dla ciebie nadziei. – przerwał i podniósł wysoko głowę – Tę klątwę rzucam ja, tą klątwę tylko ja zdjąć mogę – zakończył i odszedł w milczeniu 
Zrobiło mi się żal Sore. Tak nie mogło być…nie, nie, nie… 
Sore się popłakała i odbiegła w kierunku obozowiska… Wszystko się tak skończyło… MUSIAŁEM TO ZMIENIĆ! 
- Skar!!! – ryknąłem głośno 
Po chwili mój brat wyłonił się z krzaków. 
- Zdejmij klątwę! 
- Dobra…ale pod jednym warunkiem… wywalisz ją z watahy 
Spojrzałem na niego wrogo – Nie będziesz mi stawiał warunków! 
- Masz zdjąć klątwę!!! 
Skar w milczeniu spuścił głowę i zawył. Pojawiła się Sore. Płakała, warknęła już miała wyorbitować… 
- Zostań. TO ROZKAZ! 
Posłusznie została. 
- Zdejmuję z ciebie klątwę nadziei… 
Odetchnęła z ulgą i spojrzała na mnie dziękując wzrokiem. Zapomniałem o istnieniu Sanga, który przyglądal się całej sytuacji w milczeniu. 
- Sang… wróć do siebie, nie należy Ci się kara, zasługujesz na nagrodę jednak, podziękuj swoim sprzymierzeńcom. – Sang w milczeniu odszedł w las. 
- A wy! MACIE PORZĄDKOWĄ! Na boisko i czekać! 
Po 30 min, zebraliśmy się wszyscy na boisku. 
*** ciąg dalszy nastąpi ***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz