Wszystko już skończyliśmy razem z Malvine okazało się, że jest bardzo sympatyczna. Robiło się jasno i bałem się, że wilki z mojej watahy zaczną panikować i szukać mnie po okolicy. Razem z Malvine szliśmy w milczeniu, jednak w głębi duszy byliśmy zadowoleni z naszej wspólnej pracy. Gdy wróciłem na teren naszego obozowiska, wszystkie wilki rzuciły się na mnie i zawaliły 100 pytań.
- Gdzie byłeś?
- Ustaliłeś coś ważnego?
- Czemu Cię tak długo nie było?
- Możesz nam opowiedzieć?
W końcu nie wytrzymałem i ryknąłem.
- Zamknąć się! W szeregu frontem do mnie zbiórka!
Wszyscy opuścili uszy, i zamilkli, w ciszy ustawili się w szeregu przede mną i czekali na to, co powiem.
- Dziś zaczniecie integracje w grupach – zatrzymałem się, bo usłyszałem jak Malva mówi to samo do kotów jakieś 100 m. od nas. – W każdej grupie będą dwa wilki i jeden kot, lub 3 koty i jeden wilk.
- Mamy być w drużynach z tymi workami pcheł? – Zapytała z niedowierzaniem Lotos
- Zamilcz! Jeszcze nie skończyłem – po krótkiej chwili ciszy dodałem – Macie znaleźć skarb, i przynieść go do mnie i Malvine, kto się pokłóci zostanie zdyskwalifikowany z gry i czeka go kara porządkowa w postaci sprzątania pokoi kotów.
- Co? No nie to chyba jakieś jaja… - usłyszałem Shide
- Za dziesięć minut spotykamy się na boisku, obecność OBOWIĄZKOWA – powiedziałem z naciskiem. Wszyscy kiwnęli głowami i się rozeszli. Ustaliłem z Malviną grupy, niektóre nazwaliśmy mieszankami wybuchowymi… miałem nadzieję, że przynajmniej jedna grupa dotrze ze skarbem.
Po dziesięciu minutach spotkaliśmy się wszyscy na boisku koty też tam były.
Razem z Malviną wystąpiliśmy każdy z nas miał grupy, których miał pilnować.
- Zaraz przeczytamy wasze grupy, potem damy mapy prowadzące do pierwszej wskazówki – powiedziała pewnym głosem Malvine.
- Pierwsza grupa… Skar, Sorciere oraz Sanguinare Griffe…
- To jakiś żart? – Zapytała Sore
- Nie to nie żart, wystąp – powiedziała Malva.
Pierwsza grupa wystąpiła, Sang z obojętną minął, Skar wyraźnie naburmuszony a Sore wyglądała jakby miała zaraz wybuchnąć.
Podałem im mapę i kazałem czekać.
- Kolejna grupa to, Difaroh, Nuray, Lisane i Sayona – mówiłem dalej…
Dif wystąpił i spojrzał na Malvine, która swoim wzrokiem wykazała obojętność na protest kota. Difaroh wystąpił z całą ekipą patrząc wrogo na Sayonę która na pewno nie wyglądała na zadowoloną… powtórzyliśmy mowę z mapą i wymienialiśmy po kolei następne grupy, robiąc to co wcześniej. Kolejne grupy to były: Nacroh, Joel, Camembert i Lotos, następna zaś Valetta, Calico i Lily, oraz Ajra, Shide i Camembert.
Wszyscy ruszyli. Ja pilnowałem, grupy ze Skarem, Sayoną i Lily, a moja sprzymierzeńczyni reszty. Ledwo zawody się rozpoczęły już musiałem iść patrzeć na to co dzieje się w grupie Sayony.
Difaroh wlazł na drzewo i władczo powiedział:
- Idziemy tam – Lisane i Nuray były gotowe posłuchać, ale Sayona nie…
- Nie, bo tam – powiedziała z naciskiem
- Śmiesz mi mówić, co mam robić?
- Śmiesz się do mnie odzywać?
Dif zeskoczył z drzewa i syknął ostrzegawczo, Sayona warknęła, już mieli na siebie skoczyć, lecz wyszedłem z krzaków i krzyknąłem:
- Dosyć dyskwalifikacja!
Spojrzeli na mnie tępym wzrokiem… Sayona nagle padła na ziemię i już wiedząc co ją czeka, powiedziała z udawanym cierpieniem:
- Mroczny... łapka boli
- Wrócić do pokoi – powiedziałem do kotów- Jeśli nie posłuchacie wzywam Malvinee.
Rozeszli się, a ja bez wyrazu powiedziałem:
- Wracaj na teren obozowiska, i nie opuszczaj go, aż nie pozwolę – spojrzała na mnie smutno, opuściła wzrok i poszła.
Pilnowałem teraz ekipy ze Skarem, tam ciągle się kłócili, ale, Do niczego nie doszło, po za tym, kłócili się Sorciere i Skar, a Sang próbował ich ich ogarnąć. Na razie nie musiałem dyskwalifikować… u Lily był spokój dogadała się jakoś z resztą i udało im się współpracować. Sorciere z resztą znalazł skarb, udało im się pomyślałem… myliłem się…
- Dobra – powiedział Skar podnosząc pakunek
- Czemu ty masz go nieść? – zapytała z pogardą Sore
- To chyba oczywiste, że mam od Ciebie WYŻSZĄ rangę!
- No i co? To ja powinnam to NIEŚĆ!!!
- Nie ma mowy!
- Tak, a niby czemu?
Skar oburzył się i rzucił z warknięciem na Sore. Sang od raazu zainterweniował, jednak nie mógł się dostać do zwartych w walce wilków. Nagle Sore zniknęła, wyorbitowała. Skar przywołał ją do siebie. I tak co chwile ta znika, on ją przyciąga. Sore zamknęła go w klatce, on ją tam przywołał, ta wyorbitowała, on zniszczył klatkę. W końcu go zamroziła(zatrzymała na nim czas) Wyszedłem z krzaków a Sore podkuliła ogon.
- Od czaruj go, NATYCHMIAST!!!- warknąłem wściekły – I TO WILK Z WILKIEM!!!
- Mroczny ja…
- JUŻ!
Prawie się popłakała, ale była twarda. Nagle Skar padł na ziemię i oddychał ciężko. Podniósł się i spojrzał wrogo na Sore.
- Skar nie… - szepnąłem, ale było za późno. Skar zaczął rzucać klątwę.
- Nigdy już nie zasmakujesz nadziei, nie znajdziesz miłości, na zawsze zostaniesz sama, nawet twoja wataha zobaczy w tobie zwykłego nic nie wartego wilka… Odbieram Ci ją, nie ma już dla ciebie nadziei. – przerwał i podniósł wysoko głowę – Tę klątwę rzucam ja, tą klątwę tylko ja zdjąć mogę – zakończył i odszedł w milczeniu
Zrobiło mi się żal Sore. Tak nie mogło być…nie, nie, nie…
Sore się popłakała i odbiegła w kierunku obozowiska… Wszystko się tak skończyło… MUSIAŁEM TO ZMIENIĆ!
- Skar!!! – ryknąłem głośno
Po chwili mój brat wyłonił się z krzaków.
- Zdejmij klątwę!
- Dobra…ale pod jednym warunkiem… wywalisz ją z watahy
Spojrzałem na niego wrogo – Nie będziesz mi stawiał warunków!
- Masz zdjąć klątwę!!!
Skar w milczeniu spuścił głowę i zawył. Pojawiła się Sore. Płakała, warknęła już miała wyorbitować…
- Zostań. TO ROZKAZ!
Posłusznie została.
- Zdejmuję z ciebie klątwę nadziei…
Odetchnęła z ulgą i spojrzała na mnie dziękując wzrokiem. Zapomniałem o istnieniu Sanga, który przyglądal się całej sytuacji w milczeniu.
- Sang… wróć do siebie, nie należy Ci się kara, zasługujesz na nagrodę jednak, podziękuj swoim sprzymierzeńcom. – Sang w milczeniu odszedł w las.
- A wy! MACIE PORZĄDKOWĄ! Na boisko i czekać!
Po 30 min, zebraliśmy się wszyscy na boisku.
*** ciąg dalszy nastąpi ***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz