wtorek, 19 lutego 2013

Opowiadanie od Lily


Mimo tego, że było już naprawdę późno nie mogłam zasnąć. Otrząsnęłam się powoli. Wyjrzałam z jaskini, postanowiłam z Mrokiem porozmawiać o Mortale. Zapukałam do jego jaskini, czekając na odpowiedzieć. Nic. Cisza. Zmrużyłam oczy i powęszyłem przed wejściem do jego mieszkania. Wyszedł może dziesięć minut temu, w kierunku północnym. Ruszyłam za nim, nie spiesząc się przemierzałam kolejne kawałki drogi. Wtedy coś zwróciło moją uwagę. Zapach Mortale… nie myśląc o niczym innym pobiegłam tam. Przemierzając ciemny las, biegłam nie patrząc po nogi i to okazało się moją zgubą. W pewnym momencie pod łapami zabrakło mi gruntu. Wpadłam w nikłą otchłań, a potem w wielkie odmęty oceanu śmierci. Wyrywałam się. Woda zalała moje płuca. Zamknęłam oczy. Nie miałam szans. To musi być koniec. Zabrakło mi powietrza, próbowałam oddychać, co spowodowało tylko to, że coraz więcej słonej wody nalało mi się do organizmu. Nigdy nie czułam takiego bólu, jak teraz. Poddałam się i powoli opadałam na dno. Teraz to już na prawdę po mnie. Zaśmiałam się w duchu. I wtedy czyjeś masywne szczęki złapały mnie za kark i pociągnęły w górę. Poczułam zimny piasek pod swoim mokrym futrem. Potem czyjeś łapy zaczęły uderzać w moją klatkę piersiową, a usta pompowały powietrze do moich płuc. Kaszlnęłam wypluwając mnóstwo wody i powoli otworzyłam oczy. Szafirowe i spokojne ślepia mojego wybawcy wpatrywały się we mnie, a jego piaskowa sierść lśniła mocniej niż gwiazdy, które połyskiwały teraz na niebie..
Kaszlnęłam jeszcze raz, czując, że moje płuca są już wolne od morskiej wody.
- Dziękuje – wydyszałam, nie rozpoznając w swoim ratowniku, nikogo znajomego.
- Nie ma za co– mruknął – wydawał się trochę znudzony zaistniałą sytuacją, mimo to mnie uratował. Nie rozumiałam tylko po co?
- Czemu to zrobiłeś? – Zapytałam cicho, nieznajomy odwrócił wzrok, nie doczekałam się odpowiedzi. Znów kaszlnęłam. Spróbowałam się podnieść. Niestety moje mizerne próby spowodowały tylko, że upadłam z hukiem na ziemię.
- Czemu? – Stęknęłam, czując przenikliwy ból w klatce piersiowej.
- Bo nie lubię jak ktoś umiera na moich oczach – wymamrotał po cichu. Pochwali gapienia się na mnie odwrócił się i odszedł.
- Po…po… czekaj – jęknęłam, mimo okropnego bólu podniosłam się powoli i poszłam za nim.
- Kim jesteś? – zadałam kolejne pytanie
- Nie twój interes – powiedział poirytowany
Oburzona jednym ruchem skrzydła przewróciłam go, i położyłam łapę z jego piersi.
- K-I-M  J-E-S-T-E-Ś? – Przeliterowałam powoli patrząc na jego pysk, który wykrzywił teraz grymas wielkiego niezadowolenia.
- Na imię mi Aron – powiedział bez zainteresowania w głosie
- Mi Lil – odpowiedziałam
Aron podniósł się powoli i poszedł dalej. Dreptałam u jego boku jak natarczywe dziecko. Po chwili zdenerwowany wilk spojrzał na mnie i ryknął:
- ZOSTAW MNIE W SPOKOJU!
Złość zalała mnie do szpiku kości, spojrzałam na niego buntowniczo. Kłapnęłam zębami przy jego pysku. Zrobił szybki unik i teraz to on natarł na mnie. Kłapnął zębami i pchnął w kierunku wielkie sosny, o którą uderzyłam i zwinęłam się z bólu. Rozłożyłam skrzydła, ich blask poraził jego oczy, korzystając z chwilowej przewagi tym razem zaatakowałam skutecznie. Nie dał się. Przewrócił mnie i przycisnął swoją silną łapę do mojego gardła.
- Nie podskakuj, mam dośw….- przerwałam mu kopiąc go tylnymi łapami. Podniosłam się i szybko odetchnęłam z ulgą, by znowu kontynuować tą zaciętą walkę. Skoczyłam i wgryzłam mu się w umięśniony kark. Rzucał się, przy czym mną, ale byłam twarda, nie puszczałam. Wtem Aron zaczął niemiłosiernie parzyć. Odskoczyłam cały płoną. NIE! To wilk z watahy ognia! Przestraszona odbiegłam na kawałek. Płonące stworzenie zbliżało się do mnie powoli.
- Nie chcę Ci zrobić krzywdy idiotko! – znów był normalny, uśmiechnął się, wyglądało, że szczerze. – dobrze walczysz, korzystasz z elementów rozproszenie, brakuje ci tylko umiejętnego wykorzystywania mocy.
- Szczur! – warknęłam. Mój nowy przyjaciel zaśmiał się tylko. Zmienność jego nastrojów mnie drażniła – wracaj do swojej watahy zgniłych płomieni!
Jego spojrzenie zrobiło się smutne, uniósł się wyżej i wrogim tonem wrzasną:
- Nic o mnie nie wiesz, ani o mnie, ani o tym skąd pochodzę! Jestem samotnikiem, i tak pozostanie!
Zrobiło mi się wstyd.
- Przepraszam – tylko na tyle było mnie stać
- Za co? Za to, że jesteś pełna uprzedzeń i stereotypów?
- Aron, ja…
- TY Lil? – poczułam się jakbyśmy byli dawnymi przyjaciółmi. Wtedy on mnie pocałował. Pocałunek był słodki i delikatny i wcale nie trwał długo, ale mnie przyprawił o dreszcze. Fakt, nie mogłam powiedzieć, żę był nieprzyjemny, ale ja kochałam Mortle.
Odwróciłam się i mimowolnie zarumieniłam.
- Aro…
- Nic… - powiedział i odszedł. Wiedziałam, że wróci. Wiedziałam, ale myśl ta sprawiała mi tylko ból.
- Poczekaj! Dołącz do mojej watahy! – krzyknęłam do odchodzącego wilka
- Ja na zawsze pozostanę samotnikiem – prychnął i już go nie widziałam. Postanowiłam wrócić do domu. Tylko jak ja się im pokarzę, taka brudna i mokra! Zorientowałam się, że już świta.
Kochałam Arona, a przecież wpoiłam sobie Mortale? To było niemożliwe. Skąd mam wiedzieć, że go sobie wpoiłam – pomyślałam, wiem tylko, że go kocham. Ale Ara też. Mętlik w mojej głowie nie został zamknięty nawet wtedy, kiedy przeszłam granicę terenu watahy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz