Flame. Kocham ją.
Flame. Prawie bym ją zabił.
Flame. Dociągnęła mnie aż do szpitala..."
Wiem, że to dziwne, ale ja wszystko widziałem, po mojej śmierci.
"Ja... morderca.
Ja... potwór.
Ja... Nie mam szans"
Kolejna fala cierpienia.
"Wszystko zepsuć...
Te jej oczy... Ten kolor...
Zginąłem.
Marnie.
Zaprzepaściłem szansę.
Nienawidzę się."
Flame siedziała obok mojego ciała. Płakała.
Zależy jej na mnie...
"Nie zasługuję na to, by zyskać drugą szansę na życie"
***
'Oczami Flame'
- Jak mam się do Ciebie zwracać... Alfo? Mroczny? Panie?
- Wszystko mi jedno - mruknął wciąż patrząc na swojego syna.
- Mroczny? - spytałam
- Czego chcesz?! - syknął przez zaciśniętą szczękę
- Spokojnie. Proszę... - szepnęłam.
- Nie mam ochoty na rozmowę. Z NIKIM!
- Czy da się ich uzdrowić? - powiedziałam, jakbym nie słyszała uprzedzenia.
- Może...
Zamilkłam. Zamyśliłam się na chwilę i wpatrzyłam w białą postać pochyloną nad nieboszczykiem.
"Taki podobny do mnie... A tak na prawdę inny."
***
Pobiegłam na targ.
Partząc w tego smutnego Alfę stada, tak zatroskanego i ponurego, olśniło mnie.
Może mają tu Muśnięcie Hadesa?
Biegałam między straganami myśląc: "Nie... Nie tu... Nie.... Też nie... Gdzie?! Nie tędy! Nareszcie. Muśnięcie Hadesa."
- Sprzedajesz Muśnięcie Hadesa? - spytałam wyglądającego na bardzo bogatego wilka.
- Dla ciebie PAN. - syknął.
- Tak, tak, mam coś ważniejszego od kłócenia się z Tobą jak mam do Ciebie mówić. To sprzedajesz to Muśnięcie? - spytałam pośpiesznie.
- DLA CIEBIE PAN! - powtórzył
- To ma PAN czy nie?! - wrzasnęłam.
- No dobra, mam. 10 rubinów - powiedział sucho
- Tak drogo?! Dobra, trudno, dawaj! - krzyknęłam.
- Ej, a co to za znaczek na twoim boku?! - otworzył oczy ze zdumienia. - Jesteś boginką Eteru...
"Uuuuuuu, znowu robimy kogoś w balona..." - pomyślałam.
- Dam ci to za darmo, jak spełnisz moje marzenie.
- Nooooo?
- Wyczaruj mi nieskończoność rubinów!!! - krzyknął.
- Masz 10 rubinów i się odwal - syknęłam.
Zabrałam proszek i pobiegłam w stronę szpitala.
- Dajcie mi szklankę ciepłej wody! - wrzasnęłam.
- Trzymaj - szepnęła Izis.
- Dzięki - uśmiechnęłam się do niej.
Dosypałam proch do wody. Wbiegłam do sali, w której leżał Sharon.
- No dalej! - szepnęłam.
Otworzył oczy. Żył. Oprzytomniał... Udało się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz