Powoli zbliżałam się do jeziorka. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Za dużo się działo: Hariett zaraz rodzi, Sayona jednego dnia rozpaczliwie kocha Mrocznego a drugiego zakochuje się w tym Skarze, nagle w naszej watasze pojawiają się pieski i kotki... A najgorsze było to, że nic o niczym nie wiedziałam. Nikt mi nic nie mówił, nie informował, najpierw wszystko było w porządku a potem BUM! i wszystko jest do góry nogami. Czułam się wściekła. Wściekła na wszystkich i wszystko, ale przede wszystkim byłam zła na siebie. Warknęłam. Kopnęłam kawałek spróchniałego drzewa. Doszłam do jeziorka. Bez chwili namysłu wskoczyłam do lodowatej wody. Nagle mój mózg zalała fala bólu. Woda nalewała mi się do nosa i uszu. To odwrociło moją uwagę od wszystkich zmartwień. Wydawało się, że minęły godziny, zanim poczułam szarpnięcie za sierść, które zapamiętałem na całe życie. Ktoś wyciągnął mnie z wody i położył na ziemi. Zaczęłam kaszleć, krztusić się, głowa bolała mnie potwornie, zaczęłam dygotać na całym ciele. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Mrocznego. Nie chciałam okazywać słabości. Podnioslam się,
-Eee... dzięki- powiedziałam zakłopotana.
-Nie ma za co-odparł zimnym tonem- nic ci nie jest?
Mroczny bardzo się zmienił. Stał się bardziej... mroczny. Zaśmiałam się w duchu
-Tak, czuję się swietnie- skłamałam.
Zmierzył mnie wzrokiem.
-Lepiej już wracaj na teren watahy- rzucił, po czym odwrócił się i odszedł.
* * *
Dotarłam już na teren watahy, gdy zobaczyła mnie Sayona.
-Co ci się stało?!- wykrzyknęła.
-Nic mi się nie stało- powiedziałam, po czym kaszlnęłam- wpadłam tylko do zimnej wody, to tyle.
-I ty mówisz ze nic ci nie jest?!- dotknęła łapą mojego czoła- Shide, ty masz gorączkę!
-Co?! Ja... ja się czuję swietnie, ja... ja nie mam gorączki!- krzyknęłam. Nie mogłam w to uwierzyć. Nie mogłam być chora. Nie w takiej chwili! Warknęłam głośno. Znowu dopadła mnie wściekłość. Zaczęłam krążyć w kółko, kłapiąc zębami.
-Shide, uspokuj się, musisz odpocząć, musisz...- zaczęła Sayona.
-Nic nie muszę!
-Shide, musisz...
-NIE!!!
Furia. Rzuciłam się na nią. Kłapnęłam zębami, ale uderzyła mnie łapą i nie zdążyłam jej ugryźć. Od razu wszyscy zauważyli co się dzieje i rzucili się by odciągnąć mnie od Sayony. Zaczęła się szarpanina, w której czasem trzeba było użyć kłów i pazurów. W końcu odciągnęli mnie od niej. Widziałam jak wstaje, widziałam jej przerażone oczy, widziałam, jak patrzy na mnie z niedowierzaniem i od razu wiedziałam, co sobie pomyślała: jak ona mogła? Nagle cała złość ze mnie uszła, jak powietrze z pękniętego balonika. Bo rzeczywiście coś we mnie pękło. Widziałam, jak podbiega do niej Mroczny i Skar, jak wszyscy troje się na mnie patrzą. Zaczęłam się szarpać z całych sił. Aż nagle ktoś wymierzył mi ostry cios w głowę. Padłam bez sił, nieprzytomna.
Ciąg dalszy nastąpi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz