wtorek, 19 lutego 2013

Opowiadanie od Shide


Śniło mi się, że idę po polanie. W oddali widać było wielkie, burzowe chmury, które z każdą sekundą. Czuć było w powietrzu strach, a wszystko wyglądało tak, jakby od lat nikt tędy nie chodził. Takie wyblakłe. Bez żadnego znaku życia. Nagle jakby z nikąd po drugiej stronie polany pojawił się duży, umięśniony wilk o lśniącej czarnej sierści i bezwzględnych, stalowych oczach. Zaczął iść w moją stronę pewnym siebie krokiem, a jego twarz nie okazywała żadnych emocji. Zatrzymał się jakieś trzy metry ode mnie. Wiedziałam że to Tobias. Śnił mi się od jakiegoś czasu, ale teraz była to zupełnie inna sceneria. Nie przypominała niczego, co kiedykolwiek widziałam.- Przygotuj się- odezwał się nagle lodowatym głosem.
- Na co?- spytałam podejrzliwie. Uśmiechnął się, po czym nagle wszystko się rozmyło. Byłam teraz pośrodku niekończącej się, białej przestrzeni. Rozejrzałam, się dookoła. Wszędzie była mgła. Podłoże, na którym stałam, zdawało się być przezroczyste. Nagle spośród mgły wyłoniła się biała wilczyca owinięta jakby złotym bluszczem. Miała identyczne oczy jak Tobias i ten sam zimny, bezwzględny wyraz twarzy.
- Witaj w swoim Krajobrazie Strachu, Shide- odezwała się. Od jej postaci dosłownie biło światło.
- Że co?- spytałam, chociaz i tak wiedziałam, o co chodzi. Krajobraz Strachu- były to najgorsze koszmary danego wilka zebrane razem, stanowiące coś w rodzaju toru przeszkód. Prawie każdy wilk, który został wystawiony na taką próbę, nawet jeśli go ukończył, kończył chory psychicznie. Serce zaczęło mi bić szybciej.
- Mam szczerą nadzieję, że ci się uda. Inaczej nie poddawalibyśmy cię tej próbie.- mówiła.
- Co to znaczy "my"? To ile was jest?- spytałam, bardziej agresywnie niż wcześniej.
- Dowiesz się w swoim czasie- kontynuowała nizrażona moim tonem.- W tej chwili mogę jedynie zyczyć ci powodzenia.
 Odwróciła się i powoli odchodziła, zostawiając mnie samą pośród białej przestrzeni.
- Nie, zaczekaj!- krzyknęłam, ale z moich ust nie wydał się żaden dźwięk. Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie było pusto. Czułam jednak, że coś tu jest nie tak. Zanim zdążyłam się zorientować co, sceneria się rozmyła. Teraz znajdowałam się w ciasnym, szklanym pojemniku, w którym ledwo mogłam się obkręcić. Nagle zorientowałam się, że wcale nie jestem tu sama. Przede mną, na podłodze, poza pojemnikiem, leżał mój ojciec, cały we krwi. Nad nim stał mężczyzna z pustymi oczami, trzymający w dłoni wielki kij. Zamachnął się nim i uderzył tatę w głowę. Ojciec jęknął boleśnie i lekko się poruszył, jakby chciał uciec, ale kłusownik złapał go i jeszcze raz uderzył.
- Nie waż się go tknąć!- krzeknęłam i naparłam na ścianę pojemnika, ale ona ani drgnęła. Nagle z dołu zaczęła się wlewać woda. Kłusownik uderzył kolejny raz. Chciałam krzyknąć, ale woda sięgała mi już po kostki. Jeszcze jeden cios, tym razem w plecy. Jęknęłam bezradnie, czując, że woda podniosła mi się do kolan. Myśl Shide, myśl. Gdzie może być najsłabszy punkt pojemnika? Popatrzyłam się w górę, i dostrzegłam, że ściana w kącie pojemnika jest nieco obluzowana. Wzięłam ostatni, głęboki wdech zanim woda całkjowicie zapełniła pojemnik i odbiłam się od dna. Zaparłam się plecami o jedną ze ścian i z całej siły kopnęłam w najsłabszy punkt. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Powoli zaczęłam tracić przytomność. Wraz z ostatkami powietrza wezbrałam się w sobie i jeszcze raz, z całej siły kopnęłam. Sciana puściła i wylałam się z pojemnika, kaszląc i krztusząc się.
- Tato!- krzyknęłam poprzez spazmatyczny kaszel, ale ojca juz nigdzie nie było. Poczułam czyjąś obecność za plecami. Odwróciłam się szybko. Za mnął stał Tobias i usmiechał się arogancko. Zanim zdążyłam zareagować, zdzielił mnie w twarz.
 
Obudziłam się w mojej jaskini, cała we drgawkach. Zauważyłam, że nigdzie nie ma Izis. Do drzwi ktoś się dobijał. Otworzyłam, i ku mojemu zaskoczeniu, na progu stał Mroczny. Wpuściłam go do środka, chociaż wcale nie miałam ochoty na jakiekolwiek towarzystwo w tej chwili.
- Mroczny?- spytałam i ziewnęłam oscentacyjnie.
- Gdzie Izis?- spytał szorstkim tonem. W tej chwili miałam naprawdę ochotę walnąć go w twarz i grzecznie wyprosić.
- Nie ma jej...- powiedziałam beznamiętnym tonem.
- ZNOWU!- warknął. wyglądał na naprawdę poirytowanego. No cóz, nie tylko on.- Co ona sobie wyobraża?!
- Ja... ja nie wiem...- odparłam. Naprawdę próbowałam się go teraz pozbyć, więc po prostu udałam głupią.
Mroczny odskoczył w tył i wybiegł z jaskini. Gdy zauważyłam że całkowicie zniknął w krzakach, westchnęłam ciężko. Potrzebowałam trochę świeżego powietrza. Wyszłam z jaskini, ponuro spoglądając na wszystkich. Miałam nadzieję, że nikt mnie nie zauważy. Niestety, zobaczyła mnie Lily. Podbiegła radośnie i juz miała się o coś spytać, ale kiedy napotkała mój wzrok, powoli zaczęła się wycofywać. Najwyraźniej zrozumiała, o co mi chodzi. Odwróciłam się w stronę lasu i weszłam w gęstwinę. Gdy byłam pewna, że już nikt mnie nie widzi, zaczęłam biec przed siebie, aż w końcu dobiegłam do olbrzymiego urwiska. Zahamowałam przed krawędzią. W dole widać było rwącą, szaleńczą rzekę, która z łatwością by mnie zmiażdżyła. Stałam tak nad urwiskiem, spoglądając w dół. Miałam już wszystkiego serdecznie dość. Cały czas ktoś czegoś ode mnie chciał. Cały czas działy się rzeczy, nad którymi nie mogę zapanować. Miałam wielką chęć po prostu skoczyć i się zabić. Już miałam po prostu odbić się od krawędzi, kiedy nagle w mojej głowie pojawiła się myśl: ,,Nie". Wstrzymałam się, chociaż czułam już zimny oddech śmierci na swoim karku. ,,Nie możesz tego zrobić. Samobójstwo to oznaka słabości. I tchórzostwa."- mówiła wewnętrzna Ja. ,,To ucieczka przed tym, co nas czeka i przed tymi, który na nas liczą. To jak zatrzymanie filmu, bo boimy się obejrzeć go do końca. Czy na pewno to jest śmierć, jaką chcesz zakończyć swoje życie? Bezradne rzucenie się w przepaść? Tak się ma skończyć twój film? Bo kiedyś się skończy, Ale to zależy tylko i wyłącznie od ciebie, czy skończy się w dobrym momencie. To twój wybór. Jeżeli to ma być on, to chyba musisz być naprawdę zdesperowana. "Na tą myśl uśmiechnęłam się do siebie. Nie byłam słaba. Byłam silna. Twarda. I czekały na mnie osoby, które mnie potrzebują, i potrzebują siły, a ja nie mogłam ich zawieść. Otworzyłam oczy i cofnęłam się powoli. Popatrzyłam się w stronę rzeki. Życie naprawdę dało mi w twarz tym razem. Otrząsnęłam się i zaczęłam iść przed siebie, oddalając się coraz bardziej od urwiska. Potrząsnęłam głową ze zdeterminowanym wyrazem twarzy.
- Bijesz się jak ciota- mruknęłam w przestrzeń, po czym zaczęłam biec z powrotem w stronę domu.
Gdy jednak tak biegłam, wyczułam po drodze znajomą mi woń- Izis. I Mroczny. Schowałam się za krzakami. Rozmawiali o czymś, o tym, co Izis i ja... i nagle zostałam wciągnięta do umysłu mojej siostry. Zabrała też Mrocznego... co... co ona robiła?! Gdy wreszcie opuściłam jej umysł i zobaczyłam, że się rozpłakała, już nie wytrzymałam. Początkowo chciałam odruchowo przewrócić oczami, ale zamiast tego podbiegłam do niej i przytuliłam ją.
- Już dobrze, dobrze... jest okay...- mówiłam, podczas gdy jej łzy wsiąkały mi w sierść na ramieniu.
- Shide- zaczął powoli Mroczny.
- Co?- odparłam szorstko, ale uznałam że taki ton będzie pasował do kogoś, kto dobiera się do wspomnień mojej siostry.
- Muszę z wami porozmawiać o tym, co się teraz stało...
 
ciąg dalszy nastąpi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz