wtorek, 19 lutego 2013

Opowiadanie od Izis


Obudziłam się. Głowa pękała mi od wczorajszego nadmiaru wrażeń, a mięśnie jak na złość rozrywał palący ból. Dźwignęłam się na nogi tylko dzięki sile woli która i tak mało pomogła. Postawiłam krok do przodu. Mój pysk wykrzywił grymas. Nic nie układało się po mojej myśli. Miałam ochotę schować się w jakimś małym zagajniku i nikomu więcej nie pokazywać swojego zakutego łba, bo dopiero teraz do mnie dotarło co narobiłam. Nasłałam tutaj całą watahę żądnych krwi i złych do szpiku kości osobników, którzy rychło zamierzali nie tylko wykorzystać moją moc ale i skrzywdzić Shide... Zamknęłam oczy i tak mocno zacisnęłam powieki, że ujrzałam małe plamki i straciłam jeszcze więcej siły. Coś poruszyło się przy wejściu do jaskini. Nie patrzyłam w tamtą stronę i nie miałam zamiaru tego zrobić. Stałam w cieniu i miałam nadzieję, że nie zostanę zauważona. Nagle rozległ się głos, głos który dawniej nawoływał mnie do wspólnej zabawy.
-Izis? To- to ty?
-Shide?- serce podskoczyło mi do gardła i na przekór wszystkiemu podbiegłam do siostry i objęłam ją obiema łapami. Nie dopadli jej! Wyprzedziłam ich! W głowie tysiące małych podobizn mnie tańczyło wokół ognia wyśpiewując pieśń triumfu. Puściłam Shide i obie zaczęłyśmy się śmiać na wspomnienie lat z dzieciństwa. Nareszcie przestałam być spięta i odstąpiłam od normalnego płaszcza powagi. Teraz wszystko miało uledz zmianie. Ale jakiej? Na lepsze? Czy na gorsze? Przestałyśmy się śmiać, a Shide zaczęła mi coś tłumaczyć. Nie mogłam się w tym połapać. Mówiła o tym jak trafiła do watahy, o wojnie, ataku Tenebrisów no i o czyjejś śmierci. Na koniec dodała:
-... mój alfa Mroczny po kilku dniach nieobecności wrócił.
Zatkało mnie.
-Jak to „wrócił”? Przecież rozmawiałam z nim jeszcze wczoraj. Co się dzieje?
Shide nie wiedziała co powiedzieć.
Ostatnią rzeczą jaką pamiętam to oto, że zbierało się na burze, a ja z Mrocznym weszliśmy na teren watahy. Powiedział, żebym zajęła jedną z pustych jaskiń, ale kiedy odszedł nie posłuchałam jego rozkazu. Pobiegłam w wyższe partie gór i tam z wyczerpania zasnęłam w jakiejś wnęce skalnej, która teraz przy świetle porannej gwiazdy okazała się sporą jamą. A co jeżeli przeleżałam tak jakiś tydzień? To by oznaczało dlaczego umieram z głodu i pragnienia. Musiałam to jak najszybciej wyjaśnić.
-Kiedy była ostatnia burza?
Moja siostra wyglądała na zaskoczoną tym pytaniem ale odparła zrezygnowana.
-Osiem dni temu.
W głowie mi się zakręciło.
-Izis wszystko dobrze?
-Tak jasne... tylko muszę na chwilę gdzieś pójść. Wrócę niedługo. Do tego czasu strzeż watahy i nikomu nie ufaj.- uśmiechnęłam się. Shide chciała coś jeszcze powiedzieć ale ja już opuszczałam jaskinię.
Byłam daleko, od domu kiedy TO zobaczyłam. Na jednym ze Wzgórz Starego Świata stał wilk. Ale nie taki jak inne. Ogromny i w całości ze SPIŻU! Jaśniał w słońcu tak mocno, że musiałam zmrużyć oczy. Rozglądał się na około. Miałam wrażenie, że czeka na kogoś lub na coś. Wcisnęłam się jeszcze głębiej w gąszcz dzikich róż. Byłam z tej odległości niewidoczna. Dalej nic nie zjadłam ani nic nie wypiłam. W głowie mi się kręciło, a świat dziwnie wirował. „O nie, nie poddam się! Nie kiedy chodzi o życie moje siostry.” pomyślałam i jeszcze mocniej zacisnęłam zęby. Wilkowi wcale się nie śpieszyło. Lustrował każdy kawałek dywanu kwiatów który pokrywał wzgórza. Jego rubinowe oczy mieniły się nienawiścią i żądzą krwi. Nagle w powietrzu coś załopotało. Nie zdążyłam nawet zareagować gdy wielki gryf porwał mnie i wzniósł się w powietrze. Myślałam, że zaraz umrę. Próbowałam się wyrwać ale wielki ptak nie chciał mnie puścić. Gryzłam jego łapy do krwi ale to nic nie pomogło. Byłam zbyt słaba. Zamknęłam oczy i starałam się nie myśleć co teraz ze mną będzie. Gdy nagle gryf mnie puścił. Myślałam, że zaraz się roztrzaskam. Opanował mnie paraliżując strach. Gruchnęłam o ziemię. Miałam jednak szczęście. Spadłam z małej wysokości, a kwiaty zamortyzowały upadek. Podniosłam głowę i o mało co nie dostałam zawału. Przede mną stał mój starszy brat i uśmiechał się kpiąco. Jego ruda sierść poruszała się na wietrze. Miał fioletowe bezwzględne oczy. U jego boku stał gryf i złoty wilk. Powoli traciłam przytomność. Umierałam? Nie. Byłam tego pewna. W oczach mi się dwoiło i troiło tak, że mój brat był teraz w pięciu osobach naraz. Miałam dość. Chciałam wyć na pomoc. Ale wiedziałam, że to mi nic nie pomoże. Zapadła już klamka i nic się nie dało zrobić. Logan już raz o mało co mnie nie zabił. Założę się, że nie zawaha się zrobić tego jeszcze raz. Ale teraz nikt mu już nie przeszkodzi. Czułam na plecach oddech śmierci która wyglądała teraz jak mój braciszek. Widziałam wszystkie osoby które były mi bliskie. Na przedzie tej grupy stała Shide. Co teraz z nią będzie? NIE MOGĘ JEJ ZOSTAWIĆ! NIE MOGĘ! I znowu troska o siostrę zwyciężyła. Przekierowałam całą moją siłę do płuc. Wciągnęłam powietrze po czym... zawyłam jak nigdy w życiu. Było w nim tyle lęku, rozpaczy i błagania o pomoc, że aż sama się przeraziłam. Loganowi uśmiech zszedł z pyska. Może się wystraszył? Nie wiem.
-Co teraz?- zapytał spiżowy wilk. Miał metaliczny głos.
-Jak to co? Muszę ją zabić. Wraz z jej ostatnim tchnieniem uwolni się moc tak potężna, że nikt nie jest w stanie się jej przeciwstawić.
O nie! Nie! On chce zawładnąć dziedzictwem Pradawnych Wilków! To niedopuszczalne!
-N... ie..- wydyszałam resztką sił. Mój brat się uśmiechnął.
-Tak, ty Izis nigdy się nie poddajesz. Nawet jeśli wszystko jest przeciwko tobie.
I nagle... do moich uszu doleciało wycie. To była odpowiedz! Ktoś mnie usłyszał! Jednak nie znałam tego głosu był mi prawie obcy. Coś mi przypominał ale nie wiem co. Spiżowy wilk się wycofał, gryf zrobił to samo. Logan warknął.
-Odpuść, nie damy im rady. Jeżeli ci życie miłe to uciekaj.- wilk odbiegł i znikną mi z oczu. Gryf stał jednak i czekał na Logana. Mój brat patrzył jeszcze przez chwilę ale zaraz wdrapał się na grzbiet ptaka.Stworzenie wzbiło się w powietrze i odfrunęło zostawiając mnie na pastwę losu. Nie wiedziałam kto przyszedł mi z odsieczą, ale słyszałam ich. Szeptali coś między sobą. Traciłam przytomność. Ostatnią rzeczą jaką widziałam były czyjeś oczy. Wielki i przyjazne, koloru morza...

-Ciąg dalszy nastąpi-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz