wtorek, 19 lutego 2013

Opowiadanie od Mrocznego


Z Izis było coś nie tak… jako Alfa czułem jej strach, ale nie chciałem być bezczelny… więc nie używałem oklumencji. Muszę o nią dbać… w końcu należy do mojej rodziny. Postanowiłem z nią pogadać. Wychodząc z jaskini w mrok nocy poczułem lekkie łaskotanie w brzuchu. Chłód uderzył we mnie tak nagle, że nawet moje grube futro nie dało sobie z nim rady. Śnieg opadał delikatnie i z gracją suną w powietrzu. Biały puch lśniący w blasku księżyca oznaczał tylko jedno – nadeszła zima. Zwinnym krokiem ruszyłem przed siebie, wprost do jaskini Shide i jej siostry. Zatrzymałem się dopiero przed drzwiami i zapukałem powolnym, ale równomiernym tempem. Leniwe kroki Shide spowodowały lekkie drganie skały. Otworzyła mi, wraz z tym owiało mnie ciepłe powietrze ogniska, palącego się na środku jej jaskini.
- Mroczny? – ziewnęła ostentacyjnie i spojrzała na mnie z podełba
- Gdzie Izis? – zapytałem niegrzecznie, nawet się nie witając
- Nie ma jej…
- ZNOWU!
Wybuchłem i poczułem dreszcze… nie… nie teraz… uspokajałem się powoli, jednak moja irytacja rosła z każdą sekunda razem z gniewem.
- Co ona sobie wyobraża?! – mój ryk przedzierał się przez powietrze z hukiem
- Ja.. ja nie wiem… - bełkotała Shide
Odskoczyłem w tył bez słowa i odwrócony odszedłem w kierunku świętego drzewa Irunu.
Stanąłem pod nim i koncentrując się w najbardziej możliwym stopniu, korzystając z leglimencji wyszukałem umysłu Izis i zaatakowałem jednym wrzaskiem… „WRACAJ!”
Zacząłem kręcić się w kółko… co ona ukrywa… jakie niebezpieczeństwo… warknąłem i tupiąc nerwowo zawyłem aby się rozluźnić.
Odpowiedział mi tylko wiatr. Wtedy to usłyszałem, kroki… ciche i delikatne… wydawało mi się, że nieznane, lecz czułem w nich coś odlegle znajomego. Cicho sunąłem w tamtym kierunku… po pru minutach drogi zobaczyłem postać w kapturze przykrywającym cieniem pysk… był to wilk… na pewno wilk… drobny i pełen gracji… nie, wilczyca. Poczułem przymus obrony terytorium i chęć skoczenia na nią, lecz wtedy silniejszy podmuch wiatru szarpnął kaptur i ukazał piękną twarz i złote gwieździste oczy… jedna istota mogła być tak urodziwa, ale ona już nie żyła… serce biło mi coraz szybciej i odurzyło moją głowę…
- Rosse… - wyszeptałem
Mój anioł rozpłynął się nagle w mgle mrozu, a łza wielkości gruszki spłynęła po moim srebrzystym policzku. Miałem dość… dość miłości, wszyscy mnie ranili, wykorzystywali… to, to było… okropne! Czemu ciągle tracę tych, których kocham. Fala wspomnień o Rose, mojej róży… najpiękniejszej i najdelikatniejszej istocie świata, dotąd zablokowana w skrzyni „zapomnij”, otworzyła się i wytrysnęła niczym sok z ugryzionego pomidora. Cała moja historia… Wtedy znów coś we mnie pękło… Rose, Sayoona… Hariett... Zacząłem nerwowo się toczyć na około drzew, mruczeć, warczeć, skomleć, bełkotać… robił bym to bez przerwy gdyby nie kierunek wiatru, który przywiał do mnie świeżą woń Izis, postawiłem uczy i skoczyłem w tamtym kierunku. Biegłem niczym torpeda zwinnie omijając wszelkie przeszkody. Wyskoczyłem z lasu wprost pod jej jaskinię, i napiąłem wszystkie mięśnie, czując przypływ gniewu. Wyłoniła się z pośród drzew, nerwowym krokiem. Rozchyliłem kły, patrząc na nią władczo. Gdy młoda wilczyca tylko mnie zauważyła, cofnęła się o krok z przerażeniem w oczach.
- Mroo..oo.czczcznyyy… - wydusiła z siebie cicho
Uskoczyłem do niej i zacząłem ją okrążać, tak, że ta musiała się podkulić i schylić łeb.
- Co ty sobie wyobrażasz?
- Ja…
- Czemu uciekasz, unikasz mnie… unikasz watahy – słowa wydzierały się ze mnie jak z karabinu - Co ty ukrywasz? O czym nie chcesz mi powiedzieć…
- Mrok…
- TERA JA MÓWIĘ!!!!
Po jej pysku popłynęła strużka łez, ale nie złamała się i spojrzała na mnie buntowniczo…
- Ni..c  nieeee..mmmuszę mówić…
Skoczyłem na nią i przygniotłem do ziemi, rozchylając paszczę tuż przy jej gardle. Zaskomlała cicho, i odsunęła się ode mnie jak najdalej było to możliwe. Nadal ją trzymając warknąłem:
- Jeżeli myślisz, że masz takie prawo to się grubo mylisz, należysz do mojej watahy i jestem twoim alfą… to nie żarty Izis… martwię się o ciebie – puściłem ją przybierając spokojny wyraz twarzy. Wilczyca podniosła się powoli i otrzepała z śniegu.
- Zobacz sam… -  szepnęła blisko szlochu
Usłyszałem jak reszta watahy zainteresowana tą sytuacja powoli i po cichu wyłania się ze swoich jaskiń, wdarłem się do jej umysłu przeczesując jego najdrobniejsze zakamarki… wszystkie jej uczucia, wspomnienia, zasady, problemy… Wolgwan, Logan… jedno wspomnienie z całych sił próbowała ukryć, więc natarłem jeszcze mocnie, rozbijając jej ochronę i zobaczyłem scenkę z wilczycą o błękitnych oczach, mówiła coś, ale Izis była zdolna, nie słyszałem słów… opuściłem jej umysł i zdenerwowany szepnąłem;
- Czemu nie powiedziałaś… czemu Shide nie powiedziała… jestem w stanie wam pomóc… ochronić… jesteście moją rodziną… czemu nam nie ufasz…
- Ja się bałam… - rozpłakała się, co spowodowało, że Shide, która podsłuchiwała, i trzymała nerwy na wodzy wybuchnęła, i wyskoczyla z kryjówki. Przytuliła Izis szepcząc, że jest okay…
- Shide – zacząłem powoli…

- ciąg dalszy nastąpi -- 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz