Oczy wilka płonęły wściekłością. Chciał wymierzyć ostateczny cios...
- Nie zabijaj mnie, proszę... - powiedziałam cicho i przymrużyłam powieki.
Na te słowa otworzył szeroko oczy. Przyjrzał mi się chwilę. Otworzył usta, jakby chciał wypowiedzieć kilka słów, ale one utknęły w gardle i odwrócił się. Spojrzał się na mnie jeszcze raz wzrokiem błagającym o wybaczenie i odszedł powoli ze spuszczoną głową.
Zdziwiło mnie jego zachowanie. Zainterweniowałam.
- Poczekaj... - szepnęłam.
Czerwono - biały wilk zatrzymał się. Usiadł.
- Przepraszam... - rzeknął po czym szepnął sam do siebie - Jestem mordercą.
- Nie, nie jesteś. - powiedziałam i zastanowiłam się, czy na pewno powinnam to powiedzieć.
- Jestem! - warknął. Spojrzał na mnie, a ja na niego. Miał piękne, inteligentne, złote oczy, w których płonął ogień, złagodniał.
- Broniłeś granicy stada, nie zrobiłeś źle - starałam uśmiechnąć się tak, by zrozumiał, że nie musi przepraszać.
Zapadła głucha cisza. Nieznajomy nie odzywał się.
Usiadłam, po czym z pozycji siedzącej położyłam się i zaczęłam skubać kwiatki.
- Jestem Sharon - ciszę przerwał wilk. Podniosłam wzrok.
- Ja Flame - odpowiedziałam.
- Nie boli? - spytał, mniej ponury niż przedtem.
- Nie, nie... dzięki - skłamałam. Nie chciałam urazić jego smutnej duszy. Mimo moich słów podszedł do mnie i dotknął mojego boku. Syknęłam z bólu - chociaż nie chciałam - to przyszło samo, odruchowo.
- Masz złamane zebro - jego oczy zrobiły się czarne i znów pogrążył się w otchłani rozpaczy. - Potwór - powiedział znów, jakby głośno myślał.
- Och, to... to nic. - starałam się go pocieszyć za wszelką cenę. był taki uroczy... A jego oczy takie smutne.
Podniósł głowę. Spojrzał się na mnie. Ogień w jego oczach się wzniecił.
- Możesz iść? - spytał.
- Pewnie, przecież nic mi nie jest - odpowiedziałam
- Chodź. - szepnął.
Pobiegłam za nim. Gdzie mnie prowadził? Nie wiem. Nie znałam go. Nie ufałam mu do końca, ale mimo to szłam za nim. Może był wrogiem? Nie... Niemożliwe. Poczułam w sobie takie dziwne uczucie... Nie potrafiłam go nazwać. Co ono oznaczało?
Nogi mnie rozbolały, więc spróbowałam użyć skrzydeł. Nie da rady... Jedno złamane.
- Słuchaj, tam jest niebezpiecznie. Przeleć nad, bo widzę, że masz skrzydła. Dasz radę? - spytał.
"Na moje nieszczęście..." - pomyślałam.
- Pewnie - rzekłam.
Spróbowałam wzlecieć do góry. Nie, nie mogę! Skrzydła nie dadzą rady.
Sharon pobiegł. Jakieś dziwne, ciemne stworzenia podleciały do niego. Walczył z nimi.
"Nie... Tylko nie to..."
Jedno ze stworzeń nagle wniknęło w Sharona. Ten jęknął, jego oczy straciły swój blask - stały się jasnoszare, matowe - osunął się powoli na ziemię i znieruchomiał... Jak kamień.
W oku zakręciła mi się łza. Nie... Błagam...
Nagle stałam się wściekła. Sierść biała, a włosy - czarne. Moja wcześniej misternie ułożona fryzura stała się rozczochrana. Me oczy błysnęły krwią.
Przestałam czuć ból w boku - to inny ból rozrywał moje ciało. Cierpiałam, przez to, że nie pomogłam Sharonowi... to przeze mnie zginął...
Rzuciłam się na istoty. Warknęłam groźnie. Po chwili już ich tam nie było.
Moje ciało znów wróciło do dawnej postaci - małe, bladożółte i jasnoróżowe włosy. Podeszłam do nieboszczyka. Zaczęłam go ciągnąć. Nawet nie miałam pojęcia, czy dobrze idę. Posuwałam się tam, gdzie kazał mi instynkt. Ciągnęłam go, mimo narastającego bólu w boku i braku siły. Szłam i szłam, gdzie nogi poniosą...
W końcu zastopowałam. Nie potrafiłam dalej. Usiadłam przy Sharonie i zaczęłam płakać. Łzy kapały na jego martwe ciało. Moje życie straciło sens...
Wtem usłyszałam głosy - inne wilki. Z krzaków wyglądały dwa złote ślepia.
- Nie chcę być wrogiem... Potrzebuję pomocy.
Postać wyszła. Była to czarna wilczyca.
- Mam na imię Izis. - powiedziała.
- Ja jestem Flame. Pomóż, proszę... - szepnęłam. - mogę oddać swoje życie, byleby tylko on je z powrotem zyskał. Błagam...
Pomogła mi go ciągnąć. Wciągnęłyśmy go do szpitala.
- Zrobimy co w naszej mocy. On jest z naszego stada - oznajmiła.
- Uzdrówcie go... Proszę.
***
Siedziałam obok Sharona. Lecz spostrzegłam wilka o białej sierści, inteligentnych, złotych, lecz smutnych oczach. Był taki podobny do mnie. Wpatrzony w ciało, lecz innego wilka, małego... Pewnie jego syna.
- Wiem, co pan czuje... - powiedziałam do niego. - Przykro mi...
- Nic nie wiesz... - spytał nadal nie podnosząc wzroku od martwego ciała, jego ton był pełen żalu
- Jestem Flame. - odparłam. - wiem... jaką pan czuje stratę
- Jestem Mroczny - odpowiedział - NIC NIE WIESZ - rykną, poczułam w tedy moc od niego bijącą, yła tak silna, że przytłaczała moje drobne ciało
- Czuję, że jeden wilk z tej watahy stał się moją rodziną - powiedziałam - a skoro on jest moją rodziną, to i cała wataha, więc prosze nie złość się tak...
- Rozumiem - szepnął. - Witaj w rodzinie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz