,, Co ci przyszło do głowy żeby opuścić swoją watahę?"- karciłam się w myślach.
,, Dobrze wiesz, co"- odpowiedziałam sama sobie.-,, Wataha nie miała wystarczającej ilości jedzenia, więc postanowiłam ułatwić im przetrwanie odchodząc"
,, Ale co z twoją rodziną?"- upierało sie sumienie.
,, Moi rodzice nie żyją, mam tylko trójkę rodzenstwa z których jeden z braci to tchórz, a drugi to tyran. A teraz zamknij się i pozwól mi się skupić". To na chwilę uciszyło moje sumienie. Nagle jakby wszystkie siły ode mnie uszły, jak powietrze z nadmuchanego balonika. Gdzieś w powietrzu, dość daleko ode mnie, leciał gryf. I Logan. Na samo wspomnienie tego imienia włosy na całym ciele mi się zjeżyły. Zawarczałam głośno, po czym rzuciłam się za nim. Wiedziałam, że jest za wysoko, ale co mnie to w tej chwili obchodziło? Nic. Zapłaci mi za wszystko, co wyrządził, mojej rodzinie, mnie, Izis... zmusiłam się do szybszego biegu. Mięśnie na całym ciele mi pulsowały a moje łapy przy takiej predkosci były ledwo widoczne. Już prawie go doganiałam, gdy z oddali usłyszałam wołanie Mrocznego. Nie wiedziałam, czy tylko mi się zdaje, czy też woła mnie naprawdę. W pierwszej chwili chciałam zawrócić, szybko się jednak rozmyśliłam. Byłam zbyt blisko celu, żeby się teraz odwrócić. Gdy gryf leciał nad górami, moja prędkość przybrała maximum. Byłam teraz bardziej wściekłą, rozmazaną plamą.
- Logan!- krzyknęłam na cały głos- Ty parszywy, zapchlony...
Może lepiej nie opisywac tego, co powiedziałam. Wbiegłam na szczyt góry, nad którą przelatywał gryf, i odbiłam się od krawędzi. Na chwilę wszystko w okół mnie się zatrzymało. Widziałam tylko zdziwioną minę Logana, gdy leciałam w jego kierunku. Uderzyłam w niego z niesamowitą siłą zrzucając go z gryfa a czas wrócił do normalnego tempa. Lecieliśmy w dół, a ja obkręciłam się tak, że to on był plecami do ziemi. W najlepszym przypadku pogruchota mu kręgosłup. Usmiechnęłam się do niego szyderczo. To jest twój koniec, Logan, pomyślałam do siebie. Nagle pod nami znalazł się gryf. Logan spadł mu na grzbiet, a ja kurczowo złapałam się lewego skrzydła, przejeżdżając po nim ostrymi jak brzytwa pazurami. Gryf zaskrzeczał z bólu i zaczął spadać w kierunku ziemi, a my razem z nim. Uderzyliśmy o grunt, robiąc przy tym dół długi na 10 metrów. Szybko się otrząsnęłam i zebrałam w sobie, i zanim Logan zdążył wstać, już na niego pędziłam. Przewróciłam go na ziemię, trzymając mu łapę przy gardle, przybliżyłam się do niego. Nasze twarze znajdowały się zaledwie kilka minimetrów od siebie, a ja w każdej chwili byłam gotowa zakończyć jego żywot.
- Też za tobą tęskniłem, Shide- powiedział z aroganckim uśmieszkiem na twarzy.
- Zamknij się- warknęłam.- Zapłacisz za wszystko. Za wszystko, co wyrządziłeś mnie i mojej rodzinie. Sprawię, że będziesz cierpiał jak nigdy dotąd.
- Nie zapominaj, że ja również należę do waszej rodziny- odparł.- Naprawdę chcesz mieć na sumieniu swojego własnego brata?
Taa, jasne, pomyślałam, jakoś ty nie zdawałes się tym przejmować kiedy zostawiałeś nas na pastwę głodu i kłusowników.
- Możesz sobie wybic z głowy myśl, że wciąż należysz do naszej rodziny- powiedziałam, przyciskając go mocniej do ziemi. Widziałam, jak zaczyna się pocić, desperacko szukając wyjścia z sytuacji, z której nie ma wyjścia. Nagle poczułam, jak coś wbija mi się w plecy. Uniosło mnie i rzuciło o skałę. Całe powietrze uszło mi z płuc w chwili, gdy moje ciało uderzyło o kamień. Głowa mnie zabolała, ale otrząsnęłam się i stanęłam naprzeciw gryfa, warcząc wściekle. Gryf wzleciał w powietrze i zaczął pikować, celując dziobem prosto we mnie. Gdy jednak był kilka metrów ode mnie, wskoczyłam na niego, odbiłam się od jego głowy i w mgnieniu oka znalazłam się za nim.
- Proszę proszę- wykrzyknął Logan z szyderczym uśmiechem- Gdzie ty się nauczyłaś tak ruszać?
- Mam swoje sposoby- odwarknęłam. Poczułam, że gryf za moimi plecami powoli zaczyna wracać do zmysłów.
- Jesteście do siebie takie podobne- mówił dalej- Ty i Izis. Nigdy sie nie poddajecie. A raczej nie wiecie, kiedy trzeba się poddać. Myślałem kiedyś, że po prostu brak wam inteligencji.
- To chyba lepsze niż zdradzać własną watahę- odparłam.
- Bije od ciebie naprawdę potężna moc- kontynuował, i zaczął mnie okrążać.- Prawdopodobnie najpotężniejsza, jaką kiedykolwiek widziałem.
Patrzyłam na niego uważnie, obserwując każdy jego ruch, niedowierzając własnym uszom.
- Wystarczy tylko, że cię zabiję- kontynuował, wciąż mnie okrążając.- Ale na to jeszcze nie czas. Najpierw musisz się dowiedzieć o Przepowiedni.
Teraz znalazł się tuż przy gryfie.
- Miłego dnia- powiedział z uśmiechem, po czym wzbił się wraz z gryfem w powietrze.
,, Miłego dnia, Logan..."
ciąg dalszy nastąpi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz