wtorek, 19 lutego 2013

Opowiadanie od Mrocznego

Wpojenie w mojej watasze? Tego się nie spodziewałem... Jak ja traz to wytłumaczę Malvinee?
NIE MOŻEMY WALCZYĆ! Jak coś mu się stanie... to Lily się zabije z żalu... wiem bo miałem do czynienia z wpojeniem... To przecieżokropne... to ich połączyło na zawsze. Szedłem prosto do Malvinee. Czułem jej zapach już, po wyjściu z lasu. Była w ogrodzie, analizowała plany z Difarhem.
Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła sie lekko, i widząc mój niepokuj zapytała:
- O co chodzi?
- Malvinee... musimy pogadać na osobności... - spojrzałem na Difa.
- Dif... daj nam chwilkę. 
Widziałem, że ona też była zmartwiona... Nikifor jeszcze nie wrócił... miała tyle problemów, a jaj ukochany zniknął. i wtdy pomyślalem o tym co zrobiłem! zostawilem moją kochaną Har... samą. \
Wściekłem się sam na siebie.
- No... to?
- Malvinee... my nie będziemy walczyć razem z tobą....  WRACAMY DO DOMU
- JAK TO? - syknęła wściekła - nie możesz mnie teraz zostawić!
- Wiem... ale muszę
- Dlaczego? NIE ZGADZAM SIĘ... ROZKAZUJĘ
- NIE MOŻESZ MI ROZKAZYWAĆ! - warknąłem na nią  - przepraszam - uspokoiłem się
- Nie.... nie zostawiaj nas - paplała - co jest takie ważne!? Mroczny błagam...
Chciałem powiedzieć... zostaniemy... wszystko będzie okej... Ale nie mogłem.
- Moja wataha... Jeśli będziemy walczyć..... no... Lily wpoiła sobie wilka z szkarłatów....
- Co mnie to obchodzi! To jeden wilk! Nikt jej nie każe walczyć!
- Nie obchodzi mnie w tej chwili twoje zdanie! Ona nie walczy, a jak My go skrzywdzimy to nam nigdy nie wybaczy! MOJA wataha jest dla mnie ważniejsza niż banda kocurów!
- Jak śmiale...
-Mam zamiar wrócić! Zostawiłem moją Har w potrzebie... pozwoliłem by urodziła beze mnie! Jak mogłem?! Wszystko zniszczyłem! A to przez te zapchlone kocury i CIEBIE! Nie będę walczyć ani moja wataha! Nigdy nie powinienem się tu zjawić...
- Mroczny... proszę - paplała
- Nie, za pół godziny będziemy w domu, a ty musisz sobie jakos poradzić!
- Odkochaj ją jakoś! Nie zostawiaj mnie, nie teraz! 
- Już zadecydowałem... przepraszam
I odszedłem nie patrząc w jej zapłakane oczy. Czułem się jak potwór.... 
Gdy dotarłem na teren obozowiska, wszyscy patrzyli na mnie z zaciekawieniem.
- Wracamy do domu!

Ciąg dalszy nastąpi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz