W mojej głowie toczyła się wielka bitwa, pomiędzy zmasowanym odziałem tupetu oraz dumy, a wielkim pragnieniem by w końcu z siebie wyrzucić wszystkie żale. Mroczny mógł mi pomóc. Wiedziałam o tym dobrze. I on też, ale czy mogę mu zaufać? Zna każdy szczegół mojego życia. Wie o wszystkim, więc czemu wciąż bałam się odezwać?
-Mroczny...- ugrzęzłam przy tym imieniu, bo przypominało mi o tym jak uratował mnie przed śmiercią. Jak zaopiekował się wrakiem wilka. Przyjął do swojego stada z otwartymi ramionami.
Wzięłam się w garść. Nie mogłam dać się pokonać. Nie teraz...
-...ja myślałam,... że sama sobie poradzę.- przełknęłam nerwowo ślinę- Po zdradzie Logana, byłam pewna, że nie mogę nikomu ufać. Strzegąc sekretu Pradawnych Wilków trzeba być ostrożnym... nie można wierzyć wszystkim... trzeba chronić tajemnice, przede wszystkim... nawet za cenę życia...
Mroczny nic nie mówił. Wbił wzrok w ziemię.
W mojej głowie dwaj przywódcy stanęli właśnie do ostatecznego pojedynku. Natarli na siebie z wielką wściekłością.
W końcu odezwała się Shide, przerywając potworną ciszę.
-Izis, nie wiedziałam... czemu to przede mną ukryłaś, mogłam ci pomóc...
Warknęłam na nią ze złością.
-NIE! NIE MOGŁAŚ! TO MOJE BRZEMIĘ! NIE TWOJE!
Mroczny popatrzył mi prosto w oczy.
-Nie musisz się już bać. Nikt się o tej rozmowie nie dowie. Przysięgam.
Poczułam, że złość coraz bardziej mnie wypełnia.
-I co z tego?! Co mi z twojej przysięgi?! Nic! Bo ja nie dotrzymałam swojej!
-Izis, uspokój się...
Ale słowa Shide nic nie dały, bo ja już nad sobą nie panowałam. W pokoju zebrał się ogromny wiatr, który zgasił palenisko. Mój żołądek wywrócił się do góry nogami. Bo z jakiegoś powodu czułam, że to ja nim kieruje... a raczej... jakiś głos we mnie...
Na dworze zagrzmiał piorun i rozległy się czyjeś krzyki...
-Izis, masz natychmiast przestać! Słyszysz mnie?! Masz to zatrzymać!
Nie słuchałam go. W pokoju wiatr stawał się coraz silniejszy i silniejszy, grzmoty coraz głośniejsze, a krzyki nikły gdzieś w oddali. Nie panowałam nad tym. W moim sercu rodziła się coraz większa nienawiść do Mrocznego. I wtedy z gardła wydarły się niechciane słowa:
-Jesteś nikim! Nie masz prawa mi rozkazywać! Jestem kimś więcej niż tylko zwykłą Izis! Ona jest jedynie narzędziem dzięki któremu będę cię mogła zabić! Pradawni się budzą! Nie zatrzymasz tego! Przyjaciel stanie się wrogiem, a wróg przyjacielem! A teraz, żegnaj!
I rozsadziło jaskinie.
Wielkie tornado zmiatało z powierzchni ziemi wszystko na co napotkało. Wielkie drzewo ledwo trzymało się na miejscu. Burza ciskała pioruny, które uderzając w drzewa rozniecały pożar. A ja stałam w epicentrum tego chaosu.
-NIE!- wrzasnęłam ale to nic nie dało. Czułam, że nie jestem sobą. Coś siedziało w mojej głowie wywołując takie zniszczenie. Wiedziałam, że długo nie wytrzymam. Powoli traciłam czucie w łapach, a moja głowa boleśnie pulsowała. Ale to nie był koniec. Ziemia zaczęła drżeć w posadach. Tworzyły się wielkie wąwozy do których zaczęło wlewać się jezioro. Pożar rozsiewał się po całym lesie, a ja nie mogłam nic zrobić aby pomóc. I właśnie ta bezradność wobec wszystkiego, sprawiła, że już wiedziałam co muszę zrobić. To wymagało tak ogromnej siły, że mogłam nie przeżyć, ale co tam. Ważne by Shide była bezpieczna...
Złapałam umysłowo cały ten chaos i zaczęłam go zamykać w samej sobie, a potem całą tą niszczycielską siłę skierowałam przeciwko temu czemuś we mnie. Czułam potworny ból, ale byłam jednocześnie szczęśliwa. Nie wiem jednak z jakich powodów.
A potem wszystko ustało. Zapanowała głucha cisza. Zamknęłam oczy. A kiedy je z powrotem otworzyłam, znów byłam w gabinecie Mrocznego. Nie wiem czy miał w ogóle pojęcie czego przed chwila doświadczyłam. Ale byłam pewna i wiedziałam jaką decyzję powinnam podjąć.
-Potrzebuje twojej pomocy Mroczny... muszę w końcu pokonać moich prześladowców... i raz na zawsze pozbyć się widma przeszłości...
-Ciąg dalszy nastąpi-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz