środa, 20 lutego 2013

Opowiadanie od Mrocznego


Wiedziałem, że odchodzi, czułem to całym sobą. Rozrywany na milion kawałków stałem patrząc tempo na północ. Nie wiedziałem, dlaczego, nie rozumiałem skąd to się brało, po prostu byłem beznadziejny. Wszystko się sypało, zalewając mnie falą rozpaczy i osamotnienia. Popadałem w nicości opadając w głąb ogrodów żalu. Zamknąłem się w sobie, nadal patrząc, jakby licząc, że zawróci. Niestety było za późno, ciepło w moim sercu, zgasło o jeden płomień. Płomień należący do Shide, już nie była w watasze.” Zostaw ją i tak nie należy do Ciebie” – mruknął mój zdrowy rozsądne, jednak cos szarego i bladego, przyciśniętego przez moją dumę… egoizm wrzeszczał na mnie z głową zadartą do góry. W moich łapach zbierała się siła, a te naprężały się i szykowały do pogoni. Mimo bólu nadal stałem. W moim oku zakręciła się szklana łza, spływając powoli i opadając gwałtownie o ziemię. W miejsc jej upadku wyrósł kwiat o rubinowych płatach, oplatany przez szklaną powłokę smutku. Owijając piękny kwiat swymi ramionami szepczał cicho jedno imię „ Shide”. Obijało się ono o moje cierpiące uszy. Krew pulsowała we mnie gwałtownie, uderzając i miażdżąc komórki. Nadal stałem. Jak kompletny głupek patrzyłem w agonii, licząc cała duszą na to, że chociaż na mnie spojrzy. Nic takiego się nie działo a ja traciłem nadzieję, topiąc się jeszcze bardziej. Wciągnąłem łapczywie powietrze, zamykając oczy i upajając się zapachem magicznego kwiatu. Pochwyciłem go w kły i po paru susach stałem obok niej. Wcisnąłem kwiat do jej torby, patrząc w jej głębokie, zielone oczy. Dziś tak smutne
- Nie proś bym wróciła… - szepnęła
- Nie mam zamiaru prosić o to… - zamilkłem, upajając się jej spojrzeniem - … proszę… obiecaj, że o mnie nie zapomnisz – szepnąłem błagalnym tonem
- Nie… zapomnę… obiecuję
Nie widziałem jej, gdy odchodziła, bo łzy zasłoniły moje oczy. Wiedziałem za to, że jej już nie ma. Stałem nadal, nieruchomy, niczym granitowy głaz, i tak właśnie się czułem. Jak marna, szara skała. Nie miałem zielonego pojęcia o której godzinie, wiedziałem z kolei, że zaczął padać rzęsisty deszcz. Jego chłód bił mnie od wewnątrz. Wtedy otworzyłem oczy.
Stałem w ogrodzie jesiennym, jako jedyny, mając zaszczyt, kiedykolwiek spotykać w nim moją panią. Stała w promieniach słońca, oplatających jej zgrabną figurę. Światło od niej bijące, raziło w oczy nawet innego boga. Złociste włosy powiewały lekko, mimo braku wiatru, a oczy tak samo złote jak moje przyglądały mi się bacznie. Ja również nie byłem już wilkiem. Stałem przed nią w całej swojej krasie. Aroganckiego, długowłosego młodzieńca, o nieziemskiej urodzie. Uśmiechnąłem się. Odpowiedziała mi tym samym, ale innym… mój uśmiech był martwy, pełen cierpienia.
- Miałeś kiedyś psa? – zapytała mnie Heliestria widząc moje łzy, nadal bacznie na mnie patrząc i  uśmiechając się lekko
- Przez większość życia byłem wilkiem… raczej nie…- wybąkałem
- Pies, to najbardziej wierne stworzenie, a i tak nie może równać się z Shide
Płakałem rozrywany od środka, na malutkie kawały nicości
- To czemu mnie zostawiła? – syknąłem przez zaciśnięte zęby
- Bo kochała, ale nie potrafiła zrozumieć
- Dla mnie zawsze była najlepsza – zakończyłem zapadając się w otchłań cierpienia i zagłady
- A ty dla niej…
- Tak łatwo mi kochać – szepnąłem
- Jesteś bogiem, nie licz na wierność w uczuciach
- Nie… jestem beznadziejny! – warknąłem
Narastała we mnie złość, nie, nie i jeszcze raz nie! Wszystko we mnie strzelało błyskawicami, otumaniało mnie i rzucało mną po okolicy. Gdy znów otworzyłem ślepia byłem w lesie.
- Shide! Kocham Cię! – krzyknąłem ile sił w płucach
- Śmierdzielu...? - usłyszałem płomienny głos mojej przyjaciółki

- Leah?
Ona ucałowała mnie tylko w czoło, patrząc na mnie wymownie.
Wszystko wokół nas płonęło…
- Wiem, wiem… już idę spać – zaśmiałem się i razem z nią odszedłem w kierunku jaskiń.

--- ciąg dalszy nastąpi ---

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz