Podróż mimo, że mnie koiła zaczynała powoli nudzić. Rozejrzałem się jeszcze raz po moim domu. Po wyjściu z części pałacowej, pełnej jezior, ogrodów, lasów, znów znalazłem się w wąskiej ścieżce. Po bokach kratami oddzielono ją od drogi. Dusze jęcząc i błagając o litość wyciągały martwe dłonie z pomiędzy krat. Demony apokalipsy dumne, że to one eskortują swego pana, syczały z radości. Gdy dotarliśmy do styksu, zaczęliśmy przeciskać się przez tłumy dusz, aż w końcu dotarliśmy do przewoźnika. Od niechcenia wyjąłem trochę złotych drachm i rzuciłem mu je na łódkę. Skinął głową, wsiedliśmy. Po przepłynięciu rzeki, podeszliśmy do Cerbera. Trójgłowy pies spojrzał na mnie, i z niechęcią skłonił się lekko. Uśmiechnąłem się do niego.
- Jestem tu niespodziewanie, może niech jakieś Harpie zawiadomią mojego przyjaciela, o moim przybyciu.
- Już je wysłałem - mruknął
- Proszę bardzo - powiedział odchodząc na bok, a my spokojnie przeszliśmy.
Gdy dotarliśmy do pałacu, zobaczyłem, że nic się nie zmienił. A po dotarciu na salę tronową, uśmiechnąłem się do Hadesa i spojrzałem w jego złote oczy.
- Proszę, proszę... kogo my tu mamy? Witaj Orfeusz, czy jak wolisz Mroczny - powiedział z aroganckim uśmieszkiem
- Witaj przyjacielu czy jak wolisz Temistoklesie - odpowiedziałem nadal nie spuszczając z niego oczu
- Śmiem twierdzić, że twoje przybycie tu jest powiązane z jakąś sprawą.
- Tak, niedawno... do Hadesu trafiła wilczyca...
- Ach, mało wilczyc trafia do Hadesu, w twoim piekle znajdziesz sobie więcej - mruknął i uniósł brew - czyż nie
- Ale mi chodzi o jedną konkretną, i jest u Ciebie Hadesie - warknąłem
- To, że nie ma jej u Ciebie, nie znaczy, że jest u mnie, rozmawiałeś już Arysteą?
- Jest u Ciebie, i dobrze o tym wiesz - zaczynałem podnosić głos - ma na imię Hariett
- Ach tak urocza wilczyca jak mniemam. - zarechotał
- Wypuść ją na ziemię - syknąłem
- Z HADESU NIGDY NIKT NIE WRACA! - ryknął tak, że cała sala się zatrzęsła
- Zobaczymy - warknąłem - a ona jeszcze wróci na ziemię, i jeśli choć trochę ją skrzywdzisz... to rozpoczniesz wojnę...
Wyszedłem z jego komnat, cisząc się z jego otępienia po ostatnim słowie. Droga powrotna była tak samo nudna jak poprzednia. Po dtarciu, wszedłem do sypialni. Demony ognia, ozdobiły ciało Harr, kwiatami z ogrodu i ułożyły na łożu.
- Kocham Cię - szepnąłem patrząc na jej martwe ciało
- ciąg dalszy nastąpi -
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz