Wróciłam do jaskini i rzuciłam torbę w kąt. Podeszłam do ogniska i chuchnęłam w rozrzażone drewno. Natychmiast rozniecił się ogień i w kamienne mieszkanie wypełniło przyjemne ciepło. Popatrzyłam w stronę torby. Wystawał z niej kawałek amuletu, który podarowała mi Heliestra. Jednym susem skoczyłam w kierunku torby i wyciągnęłam go powoli i ostrożnie, jakby jednym, zbyt szybkim ruchem można by roztrzaskac na drobne kawałeczki. Uniosłam go do góry i uważnie przypatrywałam się znakom na nim wyrzeźbionym. Z jednej strony runa, z drugiej niezrozumiałe, poplątane ze sobą obrazki. Nagle usłyszałam głośne pukanie do drzwi. Szybko schowałam amulet spowrotem do torby i podbiegłam w stronę wejścia. Ku mojemu zdumieniu, na progu stał Mroczny.
- To co? - odezwał się z lekkim uśmieszkiem- Czas na pierwszy trening.
* * *
* * *
Dni pędziły w zawrotnym tempie, zlewając się ze sobą i ciągnąc za sobą masę monotonnych zdarzeń. Potrzebowałam przerwy od tego wszystkiego. Zaczęłam iść w kierunku jaskini Mrocznego. Wiał chłodny, jesienny wiaterek, który unosił ze sobą masę liści. Większość z nich pospadała już z drzew a na szczytach gór widać było już śnieg. Wreszcie doszłam pod duże dębowe drzwi wiodące do obszernej jaskini. Zapukałam, a po chwili przede mną zjawił się Mroczny.
- Cześć Shide- powiedział- może wejdziesz do środka?
- Nie, dzięki- odparłam- Przyszłam tylko zgłosić się na dzisiejsze polowanie i dodatkowy patrol. Nocny.
Mroczny popatrzył na mnie z lekkim zdziwieniem.
- Dobra, jak chcesz- powiedział.
- Dzięki. Mogę sobie sama wybrać ekipę?-spytałam.
- Oczywiście- powiedział beznamiętnym głosem i zamknął drzwi, ale mnie już tam nie było. Biegłam przez kamienną drogę zrobioną całkowicie z ogromnych głazów które spadły wraz z lawiną. Gdzieniegdzie spomiędzy kamieni wystawały młode drzewka, które prawie zwiewało wraz z korzeniami gdy obok nich przebiegałam. Wreszcie, gdy w końcu wdrapałam się po skałach, dotarłam do jednej z naszych najwyżej położonych jaskiń. Z hukiem otworzyłam drzwi i wparowałam do środka.
- Leach!- krzyknęłam rozradowanym głosem. Pomarańczowo- ruda wilczyca leżąca na chłodnej podłodze poderwała się gwałtownie słysząc swoje imie.
- Shide!- odpowiedziała niemal identycznym tonem- Ostatnio coś rzadko do nas zaglądasz.
- Gdybym mogła, robiłabym to codziennie- odparłam, śmiejąc się.- Idę właśnie na polowanie, chcesz sie do mnie przyłączyć?
- Nawet nie pytaj- powiedziała.- Zrobie wszystko, byle by tylko nie musieć ślęczeć tu i sie nudzić.
Odruchowo skierowałyśmy wzrok na Seta który siedział w cieniu na wyżej osadzonej skałce.
- Tylko uważajcie na siebie- mruknął.
Podniosłam do góry jedną brew a Leach przewróciła oczami. To co powiedział było aż tak zabawne, że obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Ekhem, znaczy tak, oczywiście- dodała Leach wymuszenie poważnym tonem.
Gdy tylko drzwi się za nami zamknęły, popędziłyśmy w dół góry z szaleńczą prędkością. Dotarłyśmy do lasu i rozdzieliłyśmy się utrzymując mniej więcej 10metrową odległość. Wreszcie usłyszałam w oddali stado łosi i dźwięk odrywanej od ziemi trawy. Jadły. To idealnie. Popatrzyłam się w stronę Leach. Od razu zrozumiała o co mi chodzi i podbiegła do mnie.
- Są na polanie.- powiedziałam z zaciętym wyrazem twarzy wpatrując się w dół góry.
- Dobrze przynajmniej, ze nie jesteśmy pod wiatr.- dodała Leach. Podbiegłyśmy jeszcze troche i na kilkadziesiąt metrów przed polaną zniżyłymy się i schowałyśmy w krzakach. Obserwowałyśmy je, pozostając nisko przy ziemi. Najsłabsze sztuki zawsze były przy brzegach polany. Wreszcie zauważyłam dużego, dorosłego łosia stojącego na środku polany wśród tłumu klęp. Czekałyśmy tak bez ruchu, aż w końcu ogromny łoś odwrócił się do nas tyłem. ,,Teraz". Odbiłam się od ziemi i jednym szybkim skokiem przefrunęłam nad krzakami. Łosie były najwyraźniej zbyt zdezorientowane, aby podjąć się jakichkolwiek działań. Przeskoczyłam nad głową jednej przestraszonej klępie i przebiegłam jej po grzbiecie, kiedy w tym czasie z drugiej strony lasu wyskoczyła Leach, która pędząc w stronę wielkiego samca przebiegała czterokopytnym pomiędzy nogami. Stado rozbiegło się na wszystkie strony a ogromny łoś uciekł w las. Popędziłyśmy za nim, przedzierając się przez zarośla. Nagle Leach wybiegła naprzód i stanęła zaraz przed olbrzymem. Łoś stanął dęba, a ja wskoczyłam mu na grzbiet i ugryzłam w kark. Gdy odchylił głowę do tyłu przejechałam mu pazurami po gardle. Zaczął się rzucać na wszystkie strony, a wtedy Leach podgryzła mu tylne nogi. Kopnął, ale nie miał wystarczająco siły aby utrzymać się na samych przednich konczynach. Runął na ziemię i z hukiem uderzył o grunt. Zeskoczyłam z jego grzbietu i obeszłam dookoła.
- Teraz trzeba go tylko zawlec do watahy- westchnęłam. Spojrzałam w stronę Leach, która właśnie ocierała swój pysk tak samo czerwony od krwi jak mój.
- Ciekawe jak to zrobimy- powiedziała- To bydle waży z dwadzieścia razy tyle co my!
- Poczekaj, zaraz wracam- powiedziałam, a juz po chwili wróciłam z kilkoma długimi, mocnymi pnączami jakiegos rodzaju bluszczu. Związałyśmy nimi nogi łosia, chwyciłyśmy za końcówki i zaczęłyśmy ciągnąć. Liana wbijała mi się w język jak knebel, ale nie przestawałam ciągnąć.
- Uh... juz mne zeby bolą.- powiedziała Leach lekko poirytowanym tonem, co wychodziło troche niewyraźnie.
- Ne gadaj... tylko cągnij.- odpowiedziałam przez zęby i naparłam na lianę jeszcze mocniej.
***
Minęło z pół godziny zanim dotarłyśmy wreszcie do watahy. Wszyscy już zaczynali się niecierpliwić, kiedy nareszcie wyszłyśmy z gąszczu ciągnąc za sobą górę mięsa. Nagle podbiegł do nas Set, wyraźnie zaniepokojony.
- Co ty sobie myślałaś?!?- wrzeszczał na Leach- Polować na coś takiego?!?
- Jak śmiesz w ogóle mi rozkazywać?!? Myślisz że nie umiem sobie sama poradzić?!?- przekrzykiwała go. Postanowiłam dać im chwilkę na zdarcie sobie nawzajem gardeł i podeszłam do Mrocznego i Izis.
- Oszalałaś?!- spytała zaniepokojona, ale z uśmiechem na ustach.- To bydle waży przynajmniej z dwie tony!
- Przynajmniej wystarczy jeszcze na jutro- powiedziałam niezbyt przejęta- To co? Podajemy wreszcie? Jestem cholernie głodna.- dodałam z wyjątkowym naciskiem na 'cholernie', po czym przeszłam obok nich i odebrałam swoją porcję. Zamiast usiąść jak zwykle obok Izis i Mrocznego, usiadłam obok Leach i Seta. Spoglądali na siebie spode łba, ale przynajmniej juz sie nie darli.
- Dziwne że wasza jaskinia jeszcze nie eksplodowała- mruknęłam pod nosem, po czym zabrałam się do jedzenia. Gdy juz wszyscy skonczyli, poszłam do swojej jaskini. Podeszłam do torby i chciałam wyciągnąć z niej książkę, którą znalazłam w bibliotece Mrocznego, ale poczułam, że drzwi się otwierają. Odwróciłam się i zobaczyłam Izis.
- Cześć, Shide- powiedziała trochę rozgoryczona- Chcesz może porozmawiać?
ciąg dalszy nastąpi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz