środa, 20 lutego 2013

Opowiadanie od Perseusza


W głębinach oceanu trwała wojna między Posejdonem i Okeanosem. Tytan Okeanos który władał wodnym królestwem napadł na pałac mego ojca.
Oczywiście zdecydowałem się pomóc ojcu, ale wróg miał przewagę liczebną.
Gdy dojechałem do podwodnej fortecy, zastałem ją całą w greckim ogniu.
Widocznie grecki ogień płonie też pod wodą. ? pomyślałem.

W pałacu spotkałem ojca który stał nad jakąś mapą coś na niej kreśląc. Gdy mnie dostrzegł rzekł do generałów swego wojska aby zostawili nas samych.
Gdy podszedłem zaczął rozmowę:
-Widzisz tamto wzgórze. ? powiedział i wskazał je laską na której osadzona była muszla wielkości piłki.
-Tak. ? odpowiedziałem
-Na niej jest obóz wroga i stamtąd nadpływają najgroźniejsze potwory.
Gdy to rzekł zobaczyłem wielkiego zielonego węża morskiego o dwóch głowach, jedną z przodu drugą ciągnącą się z tyłu wypływającego znad góry.
Ojciec wykrzykną coś po staro grecku do swoich generałów, a ci natychmiast odpłynęli, gdyż większość z nich była syrenami.
-Musisz zakraść się na tamtą górę i zobaczyć jaką liczebność ma wróg. ?rzekł nerwowo, a wtedy szybko odpłynąłem.

Gdy dotarłem do stóp góry usłyszałem wołania.
Gdzieś ten głos słyszałem. ? pomyślałem.
Odwróciłem się szybko i spostrzegłem mojego brata cyklopa którego wcześniej spotkałem w drodze do watahy. Przedstawił się jako Tyson i szybko odbiegł
z wojennym okrzykiem ?masło orzechowe? i kilkoma innymi cyklopami, chyba także moimi braćmi.
Wszedłem na szczyt góry stworzonej z rafy koralowej, a to co za nią dostrzegłem przerosło moje wyobrażenie. Zobaczyłem około tuzina węży morskich armie syren i dużo więcej innych potworów.
I wtedy go zobaczyłem. Stał w wielkim rydwanie zaprzężonym w czerwone hipokampy z kilkoma włóczniami do rzucania.
Zebrał się we mnie taki gniew że ledwo opanowałem się od pobiegnięcia na dół.
Odpłynąłem z powrotem do pałacu ojca i zastałem go siedzącego na tronie stworzonym z rafy koralowej i opowiedziałem mu wszystko razem ze spotkaniem z cyklopami.
Nagle z za pałacu wypłynęła armia jeźdźców na hipokampach i rzuciła się na armie tytana. Posejdon kiwną na mnie zachęcającą ręką abym pobiegł z nimi.
Armia tytana dalej miała przewagę liczebną. Nagle zobaczyłem obok siebie mego ojca jadącego na rydwanie naprzędzonym w wielkie delfiny.
Zobaczyłem ponownie Okeanosa  tylko tym razem już walczącego pieszo
i rzucającego oszczepami w syreny. Zacząłem na niego płynąć z całych moich sił.
Ale on Mie zauważył i cisną we mnie oszczepem. Wykonałem unik ale rzut był zbyt silny aby mi się nic nie stało. Oszczep drasnął mnie w oko tak że miałem je przecięte z góry na dół i zaczęła płynąć mi z przecięcia krew. Szybko się podniosłem i znowu zacząłem na niego biec tylko że tym razem byłem zbyt blisko aby on zdołał rzucić we mnie swoją włócznią. Dopadłem go i od razu zagłębiłem w jego szyi swoje zęby, a że tytana może zabić tylko bóg współpracujący z herosem to Posejdon cisną w Okeanosa swoim trójzębem. Tytan rozpłyną się w pył, a potwory rozproszyły się i uciekły.

Gdy wróciliśmy do pałacu opatrzyła moje oko nimfa, a następnie powiedziała:
-Prześpij się Percy, dzielnie walczyłeś.
-Muszę się szybko spotkać z ojcem. ? odpowiedziałem.
-Ale najpierw wypocznij, a poza tym ojciec jest na poszukiwaniach reszty potworów z armią syren więc i tak nie możesz się z nim spotkać.
Nagle moją ranę przeszył piekący ból.
Zemdlałem.

Gdy się ocknąłem stał nade mną Tyson. Gdy spostrzegł że się obudziłem rzekł:
-Ojciec prosił abym cię zabrał do watahy.
-A nie mogę się z nim spotkać? ? zapytałem.
-Przekazał mi że nie ma ci nic do powiedzenia i żebym cię wyciągną na brzeg i zaprowadził do watahy.
Zrobił jak rzekł.

Gdy dotarliśmy do watahy była noc, a ja gdy się obejrzałem za siebie nie dostrzegłem mojego brata i udałem się do swojego małego domku zbudowanego z rafy koralowej i morskiej skały. Domek był prezentem od ojca. Gdy położyłem się na moim legowisku od razu zasnąłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz