Szłam przez las, dumniemachając ogonem oraz patrząc przed siebie.
Życie samotniczki niebyło takie złe. Można mi było wszystko, potrzebowałam jedynie pomocy w pozbyciusię obrączki Artemidy. Założyli mi ją ludzie, abym była posłuszna.
Miałam pilnować ich podwórka. JESZCZE, CZEGO?!
Jednak obrączka była bardzo denerwująca! Byłam całkowicie zdana na siebie, nie na moje moce… Było to bardzo ryzykowne. Po krótkim pobycie w wiosce zdecydowałam, że już tam niewrócę!
O nie, kichnęłam ze zdenerwowania(taki mój tik). Las robił się coraz ciemniejszym miejscem. Rozwinęłam skrzydła, które oświetliły mi drogę swoim blaskiem. Niby widziałam w ciemności, ale nie lubię ciemności. Wolę jasność.Szłam teraz przez owy kawałek lasu. Nagle drogę zastąpił mi wielki, czarny niedźwiedź!Zaskomlałam przerażona. Nie miałam nawet mocy! Niedźwiedź stał na dwóch łapach,co dodawało mu wzrostu.
Zaczęłam się cofać powoli. Wtedy owy zwierz zaryczał głośno. Zawyłam jak najgłośniej potrafiłam.Oby ktoś mnie usłyszał, błagałam w myślach. Wielkie stworzenie opadło na 4 łapyi zaczęło się do mnie zbliżać. Zaczęłam uciekać, jak najprędzej mogłam, apotwór rozpoczął pogoń. Byłam bardzo szybka, ale niedźwiedź nie wydawał się zmęczony,gdy ja powoli opadałam z sił. W końcu potężna łapa uderzyła mnie w bok.Poczułam okropny, przenikliwy ból. Padłam na ziemię nieruchoma, łzy pociekły mipo policzku, a krew zbierała się pode mną, niczym kałuża deszczowa. Niedźwiedź podchodził do mnie wydając dzikicharkot. Czekałam na śmierć, gdy nagle czyjeś warczenie zagrodziło drogęniedźwiedziowi który zaczął się cofać, po czym pognał w innym kierunku. Spojrzałamna mojego wybawiciela. Była to ruda wilczyca o zielonych oczch. Była bardzoładna. Spojrzała na mnie i zmartwiona,zawyła głośno. Potem, wyciągnęła zeskórzanej torby, którą miała przewieszoną przez ramię bandaż, i w milczeniuzaczęła mnie opatrywać. Trwało to długo, a ja, co jakiś czas drgałam lubpiszczałam. Uciszała mnie wtedy cichym warknięciem, nie odzywała się.
Zaczęła opatrywać skuloneskrzydło a gdy skończyła nie odzywając się, zdjęła mi obrączkę Artemidy. Potemodwróciła się do mnie plecami, i odeszła w ciemny las.
- Nie zostawiaj mnie –zapłakałam, myślałam, że mnie zostawia, i że muszę sobie radzić sama. Myliłamsię po dłuższej chwili z krzaków wyłoniła się ruda wilczyca w towarzystwiejasnego wilka. Wilk wziął mnie na swój grzbiet, i szedł przez las równieżmilcząc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz