Biegłem, biegłem i wyłem z nadzieją, pędząc niczym piorun gnałem przez lasnie patrząc co się dzieje.Poczułem przenikliwy ból w żebrze i upadłem jakporażony.
Zobaczyłem Aragoga - przywódcę watahy Ognia-Odejdź bo zaboli!- warknąłem,liczyła się każda sekunda.- To mój teren a ty musisz ponieść konsekwencje! -odwarknął-Cierp!- ryknąłem niczym lew, nie myśląc o tym co robieuderzyłem w niego falą bólu, zawył i padł na ziemię.Biegłem dalej, nieinteresowało mnie to czy wypowie nam wojnę czy nie liczyła się tylkoSayona.Dotarłem do jaskini głównej, nikogo tam nie bylo wszyscy szykowalipogrzeb, otworzyłem ukrytą klapkę i wbiegłem do spiżarni watahy.Znalazłem!Chwyciłem w pysk moją ostatnie muśnięcie Hadesa i pędem pobiegłem w kierunkuskrzydła szpitalnego.Gdy zobaczyłem martwą Sayone serce mi stanęło, taka mała,piękna, urocza.... Podszedłem rozchyliłem jej usta i wsy pałem zawartośćmuśnięcia.Usłyszałem ciche bicie serca potem głośniejsze,lecz potem zamiastmocniej bić jej serce cichło.-Dalej Sayona! Proszę, nie zostawiaj mnie!-popłakałem się, zawyłem i zostałem przy jej ciele. .........-Mroczny! Musisz coś zjeść. - Nachyliła się nade mną Ajla - niejesz już drugi dzień! Specjalnie upolowałam Ci jelenia....-Nie! - ryknąłem, wjej oczach zobaczyłem łzy.- Przepraszam ja.....-Nie to nie! Ale musisz wyjść zjaskini!- powiedziała stanowczo-Ajla.....-Nie Ajla, tylko chodź.Podniosłem się,miała rację nie mogę tak zaniedbywać stada. I wtedy usłyszałem Cienia, zawył naalarm.-Mam ndzieję.....-Aragog z całym stadem!Wbiegłem z jaskini i zawyłem naznak, że wszyscy mamy się stawić na polance Nocy.Gdy tam dotarłem obydwiewatahy ustawione były na przeciwko siebie. Było tam 10 wilków.Aragog stał naczele.- Jak śmiałeś, wejść na mój teren, użyć na mnie mocy!-warknął-To jegoproblem!- warknął Wilken- wynoście się bo was zmiażdżymy! Jedna z nas waswszystkich na raz zamieni w kamień na zawsze! -zawył szyderczoLajra, machnęładumnie ogonem.-Nie chcemy wam nic zrobić- dopowiedziałem Aragog wyglądałna zdziwionego, ostatnio było nas 4, teraz 11, do tego mieliśmy wilkizamieniające w kamień i inaczej uzdolnione. Nie mieli by szans!-Możesz sięjeszcze wycofać!-ryknął Cień-Nie przyszedłem walczyć, tylko rozmawiać.-powiedział troche spłoszony Aragog.-To porozmawiamy w dwójkę i odeślij swojewilki, jeśli nie wrócisz za godzinę mogą interwniować. -zasugerowałem...-Wieszco Mroczny umówimy się tak: jutro o północy, tutaj ja sam ty sam,rozstrzygniemy to walką bez mocy. Założysz obrączkę Artemidy.-Dobrze.Iodszedłem do szeregu obserwując odchodzące stado. ............Nic nie jadłem, z nikim nie rozmawiałem, za godzinę miał byćpogrzeb Say.... Popłakałem się... Tak za nią tęskniłem.......
Zobaczyłem Aragoga - przywódcę watahy Ognia-Odejdź bo zaboli!- warknąłem,liczyła się każda sekunda.- To mój teren a ty musisz ponieść konsekwencje! -odwarknął-Cierp!- ryknąłem niczym lew, nie myśląc o tym co robieuderzyłem w niego falą bólu, zawył i padł na ziemię.Biegłem dalej, nieinteresowało mnie to czy wypowie nam wojnę czy nie liczyła się tylkoSayona.Dotarłem do jaskini głównej, nikogo tam nie bylo wszyscy szykowalipogrzeb, otworzyłem ukrytą klapkę i wbiegłem do spiżarni watahy.Znalazłem!Chwyciłem w pysk moją ostatnie muśnięcie Hadesa i pędem pobiegłem w kierunkuskrzydła szpitalnego.Gdy zobaczyłem martwą Sayone serce mi stanęło, taka mała,piękna, urocza.... Podszedłem rozchyliłem jej usta i wsy pałem zawartośćmuśnięcia.Usłyszałem ciche bicie serca potem głośniejsze,lecz potem zamiastmocniej bić jej serce cichło.-Dalej Sayona! Proszę, nie zostawiaj mnie!-popłakałem się, zawyłem i zostałem przy jej ciele. .........-Mroczny! Musisz coś zjeść. - Nachyliła się nade mną Ajla - niejesz już drugi dzień! Specjalnie upolowałam Ci jelenia....-Nie! - ryknąłem, wjej oczach zobaczyłem łzy.- Przepraszam ja.....-Nie to nie! Ale musisz wyjść zjaskini!- powiedziała stanowczo-Ajla.....-Nie Ajla, tylko chodź.Podniosłem się,miała rację nie mogę tak zaniedbywać stada. I wtedy usłyszałem Cienia, zawył naalarm.-Mam ndzieję.....-Aragog z całym stadem!Wbiegłem z jaskini i zawyłem naznak, że wszyscy mamy się stawić na polance Nocy.Gdy tam dotarłem obydwiewatahy ustawione były na przeciwko siebie. Było tam 10 wilków.Aragog stał naczele.- Jak śmiałeś, wejść na mój teren, użyć na mnie mocy!-warknął-To jegoproblem!- warknął Wilken- wynoście się bo was zmiażdżymy! Jedna z nas waswszystkich na raz zamieni w kamień na zawsze! -zawył szyderczoLajra, machnęładumnie ogonem.-Nie chcemy wam nic zrobić- dopowiedziałem Aragog wyglądałna zdziwionego, ostatnio było nas 4, teraz 11, do tego mieliśmy wilkizamieniające w kamień i inaczej uzdolnione. Nie mieli by szans!-Możesz sięjeszcze wycofać!-ryknął Cień-Nie przyszedłem walczyć, tylko rozmawiać.-powiedział troche spłoszony Aragog.-To porozmawiamy w dwójkę i odeślij swojewilki, jeśli nie wrócisz za godzinę mogą interwniować. -zasugerowałem...-Wieszco Mroczny umówimy się tak: jutro o północy, tutaj ja sam ty sam,rozstrzygniemy to walką bez mocy. Założysz obrączkę Artemidy.-Dobrze.Iodszedłem do szeregu obserwując odchodzące stado. ............Nic nie jadłem, z nikim nie rozmawiałem, za godzinę miał byćpogrzeb Say.... Popłakałem się... Tak za nią tęskniłem.......
Ciąg dalszy nastąpi......
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz